24.07.2012

Strażnicy autostradowych krzywizn

Czy macie czasami „rowero-wstręt”? Ja miewam taki po powrocie do kraju, gdy jadę przez miasteczka i wioski, obserwuję brud, dziury i „reklamę polską”, wszędobylskie, stawiane bez ładu tablice, banery i krzykliwe neony, które najczęściej gdzieś w pobliżu skrzyżowań ogłupiają migając na czerwono, zielono czy też niebiesko. Jadę ulicami, na których nie ma nawet dziesięciu metrów równej nawierzchni. Mam wtedy ochotę jak najszybciej spakować się i wracać do normalności. Normalności, czyli tam gdzie jest czysto, gładko i równo. Bo czy to jest w porządku, że ciężarówki rozjeżdżają wąską drogę łączącą przykładowo Aleksandrów Łódzki z Lutomierskiem tylko dlatego, że jest dla nich bezpłatna?   Na tym kilkukilometrowym odcinku jest więcej dziur niż napotkałem przez tydzień jeżdżąc po Hiszpanii, a tam często poruszałem się po górzystej Asturii, gdzie teoretycznie drogi powinny być bardziej podatne na zniszczenia. Wiem, że kiedyś budowa obwodnic miast była w Polsce pojęciem abstrakcyjnym. Robotnicy wielu fabryk, pieszczeni przez komunizm,  dostali (na przykładzie Łodzi) praktycznie pełny, wewnętrzny ring, do którego zamknięcia zabrakło żałosnej ulicy Inflanckiej. Ulicami tymi (wykonanymi byle jak i z byle czego – wystarczy spojrzeć na łaty i tramwajowe tory) po dziś dzień poruszają się niezliczone ilości ciężarówek, które często skracają sobie, ignorując (to chyba polska specjalność) lub udając, że nie widzą znaku zakazu wjazdu dla pojazdów ciężarowych drogę np. w kierunku Warszawy wbijając się w zamknięte dla nich ulice: Limanowskiego, czy też Pojezierską.

A wystarczyło trzydzieści, czy czterdzieści lat temu wywłaszczyć chłopów (i tak w większości pracujących w przemyśle) i wybudować obwodnice miast na terenach, na których obecnie stoją najczęściej wille. Wtedy wystarczyłyby jedno-jezdniowe, rozbudowywane później do dwujezdniowych czy też autostrad drogi wyprowadzające ruch z miast. Tak zrobiono praktycznie w całej Europie i dlatego dziś przez całe Niemcy można przejechać szybciej niż z centrum Polski do granicy. A teraz? S14, która okrąża od północy Pabianice kończy się obecnie obok łódzkiej Ikei. Już dwadzieścia (a może wcześniej?) lat wcześniej słyszałem, czytałem, że już za dzień, dwa okrąży od zachodu miasto łącząc się za Zgierzem z A2. Teraz silne lobby nowych mieszkańców zachodnich obrzeży miasta  broni swych postawionych prawie w pasie ruchu posiadłości przed „ekspresówką”. Oczywiście jest ona potrzebna ale… nie obok mnie!

`Teraz zachwycamy się pięknym, wykrzywionym na wszystkie strony wiaduktem nad S14 tyle tylko, że dojazd do niego jest mocno utrudniony przez brak „normalnych” dróg. Ja też się nim zachwyciłem będąc tam na rowerku w niedzielę i stąd „krzywizna” w tytule. A skąd strażnicy? Otóż tego samego dnia wracałem do domu Zgierską. W okolicach targowiska wyprzedziłem na szosóweczce Fiata Doblo należącego do Straży Miejskiej. Przy Stefana (na następnych światłach) strażnik poinformował mnie, że powinienem jechać „ścieżką” rowerową po zachodniej stronie ulicy. Po pierwsze: od pewnego czasu nie mamy już ścieżek lecz drogi rowerowe, po drugie: na Zgierskiej nie ma zakazu ruchu rowerów, a po trzecie: Polska podpisała Konwencję Wiedeńską, która jest o ile mi wiadomo prawem nadrzędnym i to do niego powinny się dostosowywać przepisy ruchu drogowego. Jeden z jej punktów jasno mówi, że droga rowerowa ma znaczenie pomocnicze i czy po niej się poruszam, czy też nie jest to mój wybór, no chyba, że znaki mi tego zakazują lub nakazują. Tak więc spróbujcie na rowerze szosowym, którego koła są napompowane do prawie 9 atmosfer i mają grubość kciuka przejechać się po krawężnikach występujących na naszych wyrobach drogo-rowerowo-podobnych. W Szwecji asfaltowe drogi rowerowe przeznaczone są dla dzieci, osób jadących z zakupami, z psami, ewentualnie dla rodzin na spacerach a nie dla ludzi jeżdżących z prędkością powyżej 30 kilometrów na godzinę.

Wczoraj (poniedziałek) przejechałem się w kierunku skrzyżowania autostrad. Dawno mnie tu nie było. Już sam wyjazd z miasta jest o wiele bardziej zatłoczony niż bywało  przed otwarciem odcinka Łódź – Warszawa. Niestety, dopóki nie zostanie położona brakująca warstwa jezdni i ciężarówki nie pojadą autostradą przejazd rowerem od Strykowa w stronę Głowna to istna „droga przez mękę”. Brak pobocza i jadące non stop tiry spowodowały, że już w Bratoszewicach miałem dość. Gdy tylko znalazłem się na bocznej drodze w uszach zadźwięczała mi cisza. To dziwne, ale cisza też potrafi mieć swój dźwięk.

Tak więc byli i strażnicy i autostrady i krzywizna wiaduktu w Szynkielewie. A czego mi brakuje? Mojej trzeciej książki, którą według zapewnień wydawcy miałem dostać (która to już niedotrzymana data?) 16 lipca w poniedziałek. Już nie wiem czy mam się z tego powodu śmiać czy płakać.

Czy jechać kolejny etap dookoła Hampshire, czy może podjechać tylko do Southampton obejrzeć Queen Mary 2? Wątpliwości rozwiał portal, no wiecie który. Muzeum poduszkowców zamieściło informację, że niedziela, 16 września to dzień otwarty. Świadomie na dniu otwartym byłem dwa razy: ...

Dziś dla odmiany etap nadmorski. Huśtawka nastroju pokierowała mnie tym razem na zachód. W sobotnie przedpołudnie przeprawiłem się promem na drugą stronę zatoki do Gosport. To miasto przypomina nieco koszary. Są tu wieżowce przypominające trochę polskie blokowiska, są dawne budynki ...

Z opóźnieniem przedstawiam Wam, umiłowani w Rowerach, relację z następnego odcinka trasy dookoła Hampshire. Oto jak wyglądał etap 3. Ostatnią wycieczkę na wschód od Portsmouth, skończyłem na stacji w Emsworth. Do miasteczka dojeżdżam dobrze mi znaną drogą rowerową wzdłuż A27 do ...