02.12.2012

Jak to grudzień? Wczoraj był jeszcze listopad!

To zdanie zamieszczone na facebook-u przez bike – belle czy też rowerzystkę miejską powaliło mnie na kolana. Troszkę kontuzjowany ruszyłem wczoraj, czyli właśnie pierwszego grudnia na maluteńką przejażdżkę na południe miasta, wprost pod słońce, na świeżutko odrestaurowanym przez Andrzeja i Tomka rowerku, który po afrykańskich bezdrożach był już nieco sfatygowany. Ciężko było nawet domyć ramę po błocie zalegającym dno wyschniętego jeziora, którego gruba warstwa pokryła cały rower po nocnych opadach pustynnego deszczu. Ale cóż się dziwić, to błoto służy do budowy domów i gdy zaschnie przypomina beton. Już po zachodzie słońca, czyli około szesnastej śmigałem do domku na błyszczącym Speed-erku.

Prognozy pogody nie były na dziś optymistyczne. Gdzieś w części kraju już padało, gdzieś w Europie, tej bliższej i dalszej śnieżyce paraliżowały drogi, ulice i lotniska. Ja potrzebowałem choćby godzinki pedałowania. Jechałem przez ogołocony z liści park na Julianowie, przez Łagiewnicki Las, nad którym wisiały ołowiane chmury w stronę „kaloryfera”. Był może jeden stopień poniżej zera. Błoto lekko się zestaliło, a liście lekko zmrożone wydawały się bardziej niż normalnie szeleścić pod kołami. Czułem jakbym jechał po zmiętych gazetach. Ze stawów w Arturówku spuszczono wodę. Środkiem błotnistego dna płynęła zygzakiem Bzura. Gdy znalazłem się po drugiej stronie Wycieczkowej nieśmiało z nieba zaczęły sfruwać pierwsze, niewielkie płatki śniegu. Początkowo myślałem, że to szadź pokrywająca pnie drzew spada pod leciutkimi podmuchami wiaterku.

Przeciąłem Okólną. Serwituty początkowo lekko pnie się pod górę. Teoretycznie powinienem skręcić w prawo i jechać dalej szlakiem. Jadę jednak prosto. Bruk ustępuje miejsca starym betonowym płytom, te z kolei nikną pod dobrze utwardzonym, duktem. Do szczytu leśnego wzniesienia docieram na resztkach tchu. To ten leśny garb widać patrząc na zachód z pagórka w Dobrej – Nowinach. Chwilę odpoczywam na szybkim zjeździe. Dwa zakręty w lewo i jestem na „Trakcie Napoleońskim” Na jego końcu między drzewami widać już betonowy „płot polski” szpitala w Łagiewnikach. Po chwili jestem na Wycieczkowej.

Płatki śniegu, teraz już o wiele gęściej padającego smyrają mnie po policzkach. Skręcam ponownie w las w pobliżu oddziału pediatrycznego. Po chwili jestem już przy rezerwacie. Okrążam go od północy i zachodu. Znajomy bruk na Skrzydlatej. Trrrrrrrrrrrrr, mostek, trrrrrrrrrrrrr. Asfalt. Nie dziś. Dziś mam ochotę na grunt!  Leśnymi lekko zabielonymi uliczkami wracam do Kasztelańskiej. Jeszcze tylko tory, Łagiewnicka i za chwilę będę z powrotem w Parku Mickiewicza. Pomimo padającego śniegu mijam wielu spacerowiczów. Zgierska. To już dom. niecała godzina szybkiej jazdy. Jeszcze tylko prysznic i jestem jak nowy.

I znów ciężko było przenieść nogę, przez ramę. No, bo jak chcesz osiągnąć jakiś cel, pracujesz początkowo na dwa etaty. Powoli "rozkręca się" moja firma, której poświęcam czas popołudniami, po pracy i w weekendy. Czasem, w niedzielę, gdy nie mam ...

10.10.2018

Kolarskie spodenki

Kolarskie spodenki mają prawdopodobnie równą ilość zwolenników jak i przeciwników. Kiedyś, jeden z "kucharzących" po świecie dziennikarzy powiedział, że w obcisłym to on się nie widzi, bo wygląda "pedalsko". czy jakoś tak to określił, nie wiem, nie oglądałem jego programów ...

Powiało chłodem. Po sobotnich opadach, niedziela przywitała południową Anglię bezchmurnym niebem i pięcioma stopniami ciepła. Temperatura w ciągu dnia podpełzła do piętnastej kreski, by już około czwartej po południu zmusić mnie, po powrocie do domu, do założenia po raz pierwszy ...