25.12.2012

Fondue… Włoscy przyjaciele

(…) Droga przegrodzona jest szlabanem. Zakaz ruchu samochodów.Na poboczach warstwa białej, twardej masy sięga czasem do wysokości półtora metra. Wśród zasp dojechaliśmy na wysokość 1828 metrów. Dalej droga zamknięta jest nawet dla rowerów. Ba jedynym pojazdem, który mógłby pojechać na samom przełęcz jest skuter śnieżny, no może ratrak. Tu czekali na nas Terry, Elena oraz Marco. Pijemy kawę w dawnej strażnicy wybudowanej w 1583 roku. Wejścia do restauracji (bo taką rolę spełnia obecnie budynek) strzegł uskrzydlony lew – godło Republiki Weneckiej

(…) Rano do Bergamo jedziemy w trójkę. Terry przez większą część roku osiemnastokilometrowy odcinek drogi z domu do pracy pokonuje na rowerze. Osiemnaście kilometrów w dół, tyleż samo pod górę. Pięć razy w tygodniu. Niezły trening. Jedziemy środkiem zakorkowanej porannym szczytem drogi. Liczniki pokazują 40 – 42 kilometry na godzinę. Wyprzedzają nas jedynie szybsze skutery i motocykle. Czerwone światło. Co się dzieje? Przed samochodami ustawiają się rowery a przed nimi skutery. W takiej kolejności startujemy spod każdego sygnalizatora. I nikt na nas nie trąbi, nikt się nie denerwuje. Wiecie dlaczego? Podczas przerwy na lunch wielu z tych kierowców wychodzi z biur, fabryk, wsiada na „szosówkę” czy też MTB i przez godzinę śmiga po okolicy by później spokojnie wrócić do pracy.

Fragmencik czwartego rozdziału na pierwszy dzień świąt.

Nie wiem, czy pisałem Wam, umiłowani w Rowerach, że codziennie robimy, z Kalinką (Moją Kochaną) "z buta" od sześciu do piętnastu kilometrów. To taki nasz malutki wkład w ekologię. Wiemy, że świata tym nie zbawimy, ale nawet ten malutki wkład ...

I znów ciężko było przenieść nogę, przez ramę. No, bo jak chcesz osiągnąć jakiś cel, pracujesz początkowo na dwa etaty. Powoli "rozkręca się" moja firma, której poświęcam czas popołudniami, po pracy i w weekendy. Czasem, w niedzielę, gdy nie mam ...