04.07.2013

Krótki raporcik o stanie miasta

Ponieważ za parę godzin wraz z naszymi przyjaciółmi, rowerkami, Misiem Bronzingiem wyruszamy do Szwajcarii postanowiłem tuz przed wyjazdem objechać niczym prezydent Stępień kawałeczek miasta. Z rynku Manufaktury pojechałem na południe ulicą Gdańską. Pusto. Na skrzyżowaniu z Zieloną wykopki. Roboty da się ominąć i naprawdę nie wiem czemu mając do dyspozycji puściutka ulicę pewna kobieta uparcie jedzie wśród ludzi rowerem po chodniku. Podobnie jest (rozkopane w sensie) na skrzyżowaniu Kopernika – Żeromskiego. Gdzieś czytałem, że to skandal, że całe miasto rozkopane, że co to za porządki itd. Oczywiście zawsze dla jednych szklanka będzie do połowy pełna dla innych od połowy pusta. Nikomu do końca się nie dogodzi. Skoro jest kasa – niech robią, przynajmniej pomykając rowerkiem nie trzeba będzie przeskakiwać wyżynających się jak zęby u dziecka, ostrych torów tramwajowych (mam nadzieję) wystających z nierównego asfaltu.

Po prawej stronie za Radwańską mijam budowę kolejnego już centrum handlowego o nazwie „Sukcesja”.  Dalej, za rondem kiedyś Gagarina a teraz Lotników Lwowskich wtłaczam się w nurt Pabianickiej i kolejną budowę: skrzyżowania z Jana Pawła II (kiedyś Al. Włókniarzy).  Dalej mamy Port Łódź do którego docieram ekspresowo i na pewno nie chodnikiem z namalowanym rowerkiem. Z Portu muszę się kawałeczek cofnąć by Rudzką pojechać do Rzgowa. Tuż za Farną aż do rogatek miasta po północnej stronie jest asfaltowa droga rowerowa. Z duszą na ramieniu (zarośnięte drzewami, uniemożliwiające obserwację czy nic nie nadjeżdża skrzyżowania z wieloma uliczkami budzi we mnie lęk) dojeżdżam do Gadki Starej. W oddali widzę już wiadukt krajowej jedynki. Po ślimaku wjeżdżam na górę i szerokim poboczem pędzę w kierunku Matki Polki. Budowa wielopoziomowego skrzyżowania w kierunkach północ – południe powoli zmierza do końca. Ze Rzgowskiej skręcam w ulicę, którą okrążam osiedle Chojny Zatorze, przecinam tor kolejowy i jestem na Dąbrowie (zdjęcie). I tu szeroka trzypasmowa ulica powinna jak to do tej pory bywało doprowadzić mnie na Bałuty. Tak jednak nie jest. Początkowo jedzie się normalnie. Mijam remontowaną Przybyszewskiego, przeciskam się z litewskim tirem prowadzonym przez kolejnego mistrza kierownicy i docieram do Milionowej.

Jeszcze niedawno na bus-pasie miałem na znaku rowerek. Teraz ktoś natchniony kieruje  mnie na dziurawy chodnik z namalowaną białą farbą linią. Na szczęście niedorzecznie ustawione znaki pozwalają mi je zignorować. Jadę więc moja szosóweczką szerokim i pustym bus-pasem aż do Pomorskiej. Na całym tym odcinku nie spotkałem ani jednego autobusu a taksówek, które mogą się poruszać wydzielonym pasem naliczyłem… dwie. Na pozostałych dwóch pasach korek był niemiłosierny tak więc udało mi się dogonić Litwina, „pouczyć” go i Pomorską dojechać do Janosika. W końcu trzeba troszeczkę potrenować na łódzkich ulicach o nachyleniu prawie sześciu procent!

DSC_0031(1)

I znów ciężko było przenieść nogę, przez ramę. No, bo jak chcesz osiągnąć jakiś cel, pracujesz początkowo na dwa etaty. Powoli "rozkręca się" moja firma, której poświęcam czas popołudniami, po pracy i w weekendy. Czasem, w niedzielę, gdy nie mam ...

10.10.2018

Kolarskie spodenki

Kolarskie spodenki mają prawdopodobnie równą ilość zwolenników jak i przeciwników. Kiedyś, jeden z "kucharzących" po świecie dziennikarzy powiedział, że w obcisłym to on się nie widzi, bo wygląda "pedalsko". czy jakoś tak to określił, nie wiem, nie oglądałem jego programów ...

Powiało chłodem. Po sobotnich opadach, niedziela przywitała południową Anglię bezchmurnym niebem i pięcioma stopniami ciepła. Temperatura w ciągu dnia podpełzła do piętnastej kreski, by już około czwartej po południu zmusić mnie, po powrocie do domu, do założenia po raz pierwszy ...