03.10.2013

Rajd Urodzinowy

Nie jestem przesadnie sentymentalny choć na niektórych filmach ryczę jak baba. To też miło mi było gdy Michał zaprosił mnie na urodzinowy rajd ŁKTK.  Do Księżych Młynów dotarłem wczesnym popołudniem w piątek, 19 września. W domkach campingowych, które swoją świetność miały w epoce wczesnego Gierka rozlokowało się około 30 osób. Ja do towarzystwa miałem Jurka, z którym dość dawno się nie widziałem. Jurek to jest gość. Swego czasu przejechał Alpy rowerem i nie tylko. Swego czasu w Polsce produkowano rodzime motorowery. Nazywały się „Komar” i takim właśnie komarkiem Jurek zdobywał przełęcze.

Na sobotę Michał zaplanował fajną, liczącą 58 kilometrów trasę. Dla mnie jej część przebiegała po dziewiczych terenach. Nigdy nie zapuszczałem się na drogi pomiędzy tamą Zalewu Jeziorsko a szosę Uniejów – Wartkowice. Po drodze zwiedziliśmy muzeum Marii Konopnickiej w Bronowie, a następnie  (też bocznymi drogami) dotarliśmy do Uniejowa. W zamku byłem wielokrotnie ale po raz pierwszy miałem możliwość zwiedzenia go z przewodnikiem. Z zamkowej wieży rozciąga się imponujący widok na okolicę a z północy majaczyły kominy elektrowni usytuowanej nieopodal Turku.

Miasteczko po poznaniu jego historii też wydawało się o wiele ciekawsze niż zazwyczaj. Po zwiedzeniu go ruszyliśmy w kierunku tamy. W popołudniowym słońcu klif po „naszej”, łódzkiej stronie zalewu wydawał się jakby większy. Tuż za tamą skręciliśmy w techniczną drogę, z której do Księżych Młynów było nie więcej jak pięć kilometrów.

Wieczorem przy tradycyjnym ognisku wypiliśmy urodzinowego szampana. Część osób (w tym ja) została przy ogniu a część ruszyła w tany do campingowej świetlicy. W niedzielę rano spakowałem rower i wraz z Jurkiem wróciliśmy do Łodzi samochodem. Większość wróciła tradycyjnie na rowerach. Za rok ponownie członkowie klubu i jego sympatycy spotkają się gdzieś na Ziemi Łódzkiej na urodzinowym rajdzie. Być może przyjadę i ja.

DSC00105

25.05.2019

Curry dla Kalinki

Kalinka nie przepada za ostrym tak jak ja, więc co? Coś na pograniczu? Curry nie jest tak ostre, by Kalince nie smakowało. Gotujmy więc! Posiekałem cebulkę, czosnek (trzy cebule i trzy duże ząbki) na oleju, dorzuciłem trzy pokrojone w kostkę ...

Nie wiem, czy pisałem Wam, umiłowani w Rowerach, że codziennie robimy, z Kalinką (Moją Kochaną) "z buta" od sześciu do piętnastu kilometrów. To taki nasz malutki wkład w ekologię. Wiemy, że świata tym nie zbawimy, ale nawet ten malutki wkład ...