10.02.2014

Czy to naprawdę koniec zimy?

Nie dalej jak dwa tygodnie temu, gdy temperatury były zdecydowanie niższe a w lasach zalegał śnieg, założyłem staremu Speederkowi oponki z kolcami. Nawet nie zdążyłem się na nich przejechać (deprecha chyba mnie jakaś dopadła bo nic mi się nie chciało) gdy śnieg zamienił się w głębokie błoto a asfalty zdążyły podeschnąć. Czasami tylko z czarnych płatów zgarniętego na bok śniegu z lodem wypływa na jezdnie woda lecz i ona niedługo przestanie rozbryzgiwać się pod kołami. Ruszyłem. W końcu nie miałem wyjścia. Musiałem. Ponad miesiąc temu zobowiązałem się do przygotowania dokumentacji zdjęciowej nowego szlaku rowerowego na południowym zachodzie miasta a termin zbliżał się dość szybko.

Na razie nie chcę pisać co to za szlak, bo przesądny nie jestem, ale nie chcę zapeszać bowiem jak na razie wszystko jest jeszcze w proszku, lecz mam nadzieję, że niedługo przystąpimy do realizacji projektu. Sobotnia przejażdżka tak mnie podrajcowała, że nie mogłem się oprzeć niedzielnej wycieczce na nieco dłuższym, 60-cio kilometrowym dystansie z celem w tle. Kończył mi się miód i musiałem odwiedzić zaprzyjaźnioną pasiekę.  I teraz smutna informacja, wiedziałem o tym już wcześniej więc zaopatrzyłem się jeszcze w Łodzi w znicz. Niestety pan Antoni umarł w ostatnich dniach ubiegłego roku. Pochowany jest na mikołajewickim cmentarzu. Z widokiem na ule.

I tak dotarłem do dnia dzisiejszego. Też lekko rowerowego. Co prawda dziś nie mogłem pojechać na jakiś dłuższy dystans, ale chociaż dwadzieścia parę kilometrów przepedałowałem załatwiając przy okazji kilka ważnych spraw. Z tego miejsca chciałbym pozdrowić (kupą kamieni) kierowcę zielonego Hundai-a i10, który to dostał lewoskrętu szyi wyjeżdżając z Długosza na al. Włókniarzy. Facet około siedemdziesiątki (sądzę po czapce ze zwierząt futerkowych, które noszą jeszcze czasami panowie w tym wieku) całkowicie mnie zignorował i wjechał swą lux torpedą tuż przed moje przednie koło. No cóż, a nie mówiłem, że droga rowerowa prowadząca pod prąd jest o wiele bardziej niebezpieczniejsza niż jazda jezdnią. A na fotce wspomnienie zimy. Tegoroczne. Sobotnie.

DSC00450

I znów ciężko było przenieść nogę, przez ramę. No, bo jak chcesz osiągnąć jakiś cel, pracujesz początkowo na dwa etaty. Powoli "rozkręca się" moja firma, której poświęcam czas popołudniami, po pracy i w weekendy. Czasem, w niedzielę, gdy nie mam ...

10.10.2018

Kolarskie spodenki

Kolarskie spodenki mają prawdopodobnie równą ilość zwolenników jak i przeciwników. Kiedyś, jeden z "kucharzących" po świecie dziennikarzy powiedział, że w obcisłym to on się nie widzi, bo wygląda "pedalsko". czy jakoś tak to określił, nie wiem, nie oglądałem jego programów ...

Powiało chłodem. Po sobotnich opadach, niedziela przywitała południową Anglię bezchmurnym niebem i pięcioma stopniami ciepła. Temperatura w ciągu dnia podpełzła do piętnastej kreski, by już około czwartej po południu zmusić mnie, po powrocie do domu, do założenia po raz pierwszy ...