09.06.2014

Krótka opowieść o tym, jak do Spały dwa Piotrki jechały. .

Zadziało to się bardzo szybko, spontan taki, od środowego telefonu do piątkowego wyjazdu. – Pojedziesz? – zapytał jeden Piotrek, – pojadę! – odpowiedział drugi. I tak też się stało. Ten Piotrek, który pytał, miał do Spały pecha, bo co chciał jechać, to mu pogoda figla sprawiała i deszczur przebrzydły zalewał asfalt, a powszechnie wiadomo, że po deszczu jechać można, ale wychodzić z domu na deszcz – to już nie bardzo. No, i tak pod płaszczykiem chmur (ciemnych, nabrzmiałych ale z założonymi pampersami ruszyliśmy.

Wiaterek leciutki pomagająco – popychający   do przodu towarzyszył nam przez cały czas jazdy „tam”. Tam, to znaczy z Widzewa przez Młynek do Czarnocina gdzie na wyspie czarnocińskich stawów zrobiliśmy malutką przerwę. Tam, to znaczy też dalej, czyli z Czarnocina w stronę Będkowa gdzie jechaliśmy wzdłuż pól całkowicie legalnie uprawianej trawy. Trawy, którą jak przysłowiowy sołtys z Wąchocka asfalt – można zwinąć i rozwinąć w innym miejscu. I jeszcze dalej, z Będkowa do Ujazdu przez rzeczkę Pankówkę, przy której obowiązkowo musieliśmy zrobić kilka fotek i w samym Ujeździe, gdzie remontują dawny pałac – zamek (będzie ładnie).

Z Ujazdu do Tomaszowa sąsiadujące ze sobą gminy rywalizowały o to jak wydać unijne pieniądze na pseudo – rowerowe drogi z (tak, tak) kostki brukowej, często frezowanej, przechodzącej raz z jednej, a raz z drugiej strony szosy. Po tym slalomie, czekał nas jeszcze jeden, tym razem pomiędzy tirami nerwowo czekającymi na skrzyżowaniu, z którego skręcamy do Spały. Po paru kilometrach fajnego asfaltu trafiamy na ścieżkę w lesie, równoległą do szosy, która urozmaicona licznymi zakrętami, podjazdami i zjazdami doprowadza nas do spalskiego żubra, pod którym obowiązkowo należy zrobić sobie fotkę.

Żubr, jak powszechnie wiadomo zwierz o wielkim łbie i szerokim nosie nie jest podatny na łapanie go za tenże, w celu sprawienia sobie szczęścia (patrz nos Tuwima – Piotrkowska, Łódź). Ma za to, no to, co samce mają  między nogami. Lecz czy tu, ta tradycja pocierania znaną nie jest – jego penis się nie świeci.

Jedziemy do Konewki. W bunkrze, Piotrek pytający był ostatnio, gdy nie był on jeszcze udostępniony do zwiedzania. Piotrek pytany – z Kalinką, kochaną oczywiście, jakieś pięć – sześć lat temu. W środku temperatura 8 stopni może by nas skutecznie zniechęciła do zwiedzania gdyby nie pani sprzedająca bilety, która pożyczyła nam dwa polary. I tym sposobem można było zrobić parę ciekawych fotek dawnego kolejowego bunkra.

Czas na małe „co nie co”. Niedaleko głównego, spalskiego skrzyżowania zatrzymujemy się w barze (tuż przy tamie) na bardzo dobrych pierogach i równie dobrym złocistym napoju, którego marki z przyzwoitości nie wymienię. Parę minut na relaks i… wracamy! Tym razem pustawą już drogą do Łodzi. W Rokicinach robimy postój u Piotrka rodziny (dziękujemy za herbatkę i ciasteczka!) i po półgodzinnej przerwie wracamy na trasę. Kurowice, Andrzejów, Andrespol i nasza rodzinna Łódź! Na Widzewie jesteśmy pół do dziewiątej, ja na Bałuty mam jeszcze parę kilometrów. Tym sposobem po przejechaniu stu czterdziestu paru kilometrów, tuż przed dziewiątą przekręcam klucz w drzwiach.

 

  • Jak zawsze super opowiadanie 😀

  • Pawel K.

    jak czytam to jeszcze widzę tę tomaszowską ścieżkę-katorgę, za to ta leśna prowadząca do Spały faktycznie daje wytchnienie choć też z kostki była (nie wiem jak dziś) :); nie kumam tylko tej „nowej, świeckiej tradycji” nad Pankówką – o co chodzi? co innego ze spalskim żubrem 😉 Konewkę muszę spenetrować powtórnie, za wcześnie byłem i nie chciało mi się czekać na otwarcie; ładny dystans zrobiliście i mody pokaz się zdarzył 😉

    • Piotr Kolenda

      Pankówka to taka niewielka rzeczka mniej więcej w połowie drogi między Będkowem a Ujazdem. Nazwa fajna a foty znajdziesz i na facebook’owym profilu i rowerologii i rowerowej ekipy. Ja już ze swoich włosów irokeza nie wyhoduję więc pozostały mi palce 🙂

      • Pawel K.

        no tak, nie zajarzyłem gry słów 🙂

To, że dziś pojadę ponownie na wyspę Hayling wcale nie było do końca takie pewne. Zadecydował o tym, jak to często w życiu bywa, ciąg przypadkowych zdarzeń: zapomniałem nazwy wyspy podczas kręcenia filmiku, dwa razy widziałem ją kiedy skręcałem z ...

Tangmere wielu Polakom kojarzy się przede wszystkim z pokaźnymi szklarniami, w których pracowali, pracują lub będą pracować. Lecz w Tangmere była w latach 1918 - 70 baza lotnictwa wojskowego. Zadecydował o tym, jak często bywa przypadek. W listopadzie 1916 roku, ...

Już od kilkunastu dni, żółte tablice informowały kierowców, że w niedzielę 10 września od poranka do południa zamknięte dla ruchu będą niektóre ulice i nadmorska promenada w Portsmouth. Powód? Triathlon, który właśnie dziś przy jednocyfrowej temperaturze rozgrywany był w morzu, ...