15.06.2014

To może… Ukraina?

Dzisiejsza wycieczka (niedziela) powstała prawdę powiedziawszy w zastępstwie. Jeszcze w poniedziałek wiedziałem, że z prof. Joczem będziemy kontynuować temat rzeźb. Niestety we wtorek dotarła do nas informacja, że niestety profesorski terminarz jest bardzo napięty i niestety – niedziela odpada! Na otarcie łez zaczęliśmy dzisiejszą jazdę od… wspinaczki na skarpę pod okna pracowni rzeźbiarskiej. W ubiegłą niedzielę z jej właśnie okien widzieliśmy rzeźby stojące na trawniku. Nasz początkowo 13-to osobowy peletonik zjechał następnie w dół i skierował się ulica W. Polskiego do ul. Spornej. I tu nastąpiła nieoczekiwana przerwa. Gumę złapałem…ja.

 

Ponieważ przez warstwę kewlaru raczej przebić się nic nie mogło, najprawdopodobniej przyczyną była zmęczona opaska pod dętką, która gdy ją obejrzałem wyszeptała: „zmień mnie, mam już dość”. Wymiana dętki trwała tyle czasu, że zdążyła nas dogonić czternasta osoba a ja z rękami wysmarowanymi oponowym brudem (nie lubię, nie lubię!) kończyłem naprawę. Jechaliśmy Sporną, Zagajnikową (po remoncie będzie miała tylko dwa – zamiast trzech pasów), Stalową aż do wyremontowanego wiaduktu nad ulicą Warszawską. Na Skrzydlatej cofnęliśmy się w czasie: od strony Arturówka stawiając błękitną zasłonę dymną, nadciągnęła kawalkada zabytkowych Syrenek, Warszaw, Fiatów i Citroenów. My machaliśmy odganiając się od spalin, oni myśląc, że machamy w ich kierunku trąbili i machali ku nam i tak w atmosferze wzajemnego machania spędziliśmy kilka minut. I nie wiedzieć czemu, ostatnie Audi, ani nie smrodziło ani nie machało do nas zawartością kabiny. Szkoda.

Zagłębiliśmy się w gąszcz lasu. Początkowo Arturówek, później Las Łagiewnicki, jeszcze później jego północna, rzadziej odwiedzana część. Młodsza część wycieczki odłączyła się a my, skierowaliśmy się prosto pod dworski park w Klęku. Dworu co prawda dawno już nie ma ale sam park ma zacne rozmiary. Po lekkim podjeździe, przecięciu szosy ze Zgierza do Strykowa (a może odwrotnie?) zameldowaliśmy się pod numerem pierwszym. Domu w Ukrainie. Właściciel poinformował nas, że po drugiej stronie drogi jest jeszcze numer drugi ale sytuacja jest rozwojowa i Ukraina będzie się rozmnażała poprzez budowanie. Po drugiej stronie „hopki” nie dalej jak kilometr stąd rozpoczyna się… Palestyna a za nią, by całkiem nam pokręcić w głowach Podole. Przy okazji, jak już siedzę i piszę to pozdrowię „eReSów”, z którymi mijaliśmy sie właśnie w Podolu.

Z Podola na chwilę przenieśliśmy się jadąc „pod” na północ od autostrady, i aby ta nie narzekała, w Szczawinie zrobiliśmy ponowny skok, tym razem „nad” nią. Samochodom nie robiło to żadnej różnicy czy jechaliśmy pod, czy nad bowiem one i tak sunęły na wschód i zachód, czyli do Warszawy, albo Berlina (przynajmniej niektóre). Wołyń. leży na wschód od Łodzi lecz do tego Wołynia skręcamy zdecydowanie na zachód i… o już jest! Towarzyszy nam lekki szum autostrady, który ucicha gdy ponownie skręcamy kierując się na… Palestynę.

No i to by było prawie na tyle. Jeszcze tylko parę górek, parę zjazdów i …rozformatowujemy się na Radogoszczu Wschodnim gdzie częśc z nas zostaje, cżęść jedzie na Widzew, część na Liściastą, na Nowe Sady, a ja Zgierską radośnie brykam do domu.

I znów ciężko było przenieść nogę, przez ramę. No, bo jak chcesz osiągnąć jakiś cel, pracujesz początkowo na dwa etaty. Powoli "rozkręca się" moja firma, której poświęcam czas popołudniami, po pracy i w weekendy. Czasem, w niedzielę, gdy nie mam ...

10.10.2018

Kolarskie spodenki

Kolarskie spodenki mają prawdopodobnie równą ilość zwolenników jak i przeciwników. Kiedyś, jeden z "kucharzących" po świecie dziennikarzy powiedział, że w obcisłym to on się nie widzi, bo wygląda "pedalsko". czy jakoś tak to określił, nie wiem, nie oglądałem jego programów ...

Powiało chłodem. Po sobotnich opadach, niedziela przywitała południową Anglię bezchmurnym niebem i pięcioma stopniami ciepła. Temperatura w ciągu dnia podpełzła do piętnastej kreski, by już około czwartej po południu zmusić mnie, po powrocie do domu, do założenia po raz pierwszy ...