15.01.2015

Tak wygląda moje miasto nocą…

… z pozycji siodełka oczywiście! No, na pewno jest bardziej „kolorowe”  niż w dzień. Nie widać reklam, którymi upstrzone są ulice, śmieci, brzydoty. W zależności od oświetlenia (moje padło) trzeba jedynie uważać na ewentualne dziury w ulicach. Nie często jeżdżę rowerem w nocy, no w tym okresie noc zapada szybko. Dziś zachód słońca to 16.01. Wcześnie prawda? Wczoraj? Pewnie był o 15.58. Wycieczka nocą? Jasne, że ma sens, tym bardziej, że jedziemy obserwować niebo i miasto.20150114_180238 (1024x576)

Spotkaliśmy się o osiemnastej przy wejściu do Zoo. Początkowo planowałem pojechać fragmentem szlaku na Brus. Niestety, moje oświetlenie pada. Przy sprawnych „bakteriach” lampa gaśnie co parę sekund. Jedziemy więc oświetlonymi alejkami parku na Zdrowiu i nieoświetlonymi ścieżkami w stronę ul. Srebrzyńskiej. Dalej przez Manię (w zamierzchłych czasach był tu młym na Łódce), tory kolejowe Kaliska – Zgierz i „tajemnym” przedłużeniem ul. Powstańców Wielkopolskich dojeżdżamy do alei poświęconej dawnej potędze miasta – włókniarzom. Na szczęście Andrzej doświetla mi drogę. Z tyłu słyszę – „o tu jeszcze nie byłem”. To fajnie, że można czasem kogoś zaskoczyć.

Limanowskiego, Grunwaldzka – jesteśmy w parku, a właściwie nie, skwerze przy Pojezierskiej.  Ten fragment zieleni mający tak „na oko” z pięć hektarów nie ma statusu parku. Kiedyś była tu wioska indiańska wybudowana chyba w połowie lat siedemdziesiątych. Jedziemy dalej? Proszę bardzo! Kniaziewicza. Po lewej szpital po prawej domki. Tu zaczyna się Julianów. Przecinamy Zgierską i zagłębiamy się w alejki julianowskiego parku, w

dolinę Sokołówki. Stawy, rzeczka i już jesteśmy przy osiedlu. Jeszcze tylko kawałek Sowińskiego i przecinamy Łagiewnicką. Przed nami Łagiewniki.

Andrzej cały czas doświetla mi ścieżkę między drzewami. Jeżdżę nią często wiem na szczęście gdzie jest skręt w lewo, w prawo, gdzie trzeba przejechać kładkę. Docieramy do mostku na Bzurze. Słychać szum rzeczki wpłytwającej do wąwozu, spiętrzonej, tworzącej stawy w Arturówku. Pożyczam lampkę. Przed nami „skok” przez las do ulicy Wycieczkowej. Już niedaleko. Kawałek asfaltu na Wycieczkowej, Rogowska i tuż przy ulicy Boruty skręcamy na ledwie widoczną ścieżkę. Pozostał nam podjazd na „śmieciową górkę”, której oficjalna nazwa brzmi: Górka Rogowska. Na szczycie już czekają „człowieki” z planetarium i 2/3 Zielonej Łodzi:  Małgosia i Marek. Dla przypomnienia: 1/3, czyli Łukasz (jest na pierwszym planie zdjęcia) jechałz nami, zamykając naszą kilkunastoosobową grupkę. Herbatka, pochodnie i… dwa teleskopy. Niestety, zachmurzyło się. Oglądamy miasto przykryte kołderką chmur.

20150114_193901 (1024x576)

W domu muszę pomyśleć o nowej lampie. Ta do jazdy „dziennej” stanowczo nie wystarcza.

p.s. Super foty miasta nocą możecie obejrzeć na fanpage Zielonej Łodzi

 

 

 

 

25.05.2019

Curry dla Kalinki

Kalinka nie przepada za ostrym tak jak ja, więc co? Coś na pograniczu? Curry nie jest tak ostre, by Kalince nie smakowało. Gotujmy więc! Posiekałem cebulkę, czosnek (trzy cebule i trzy duże ząbki) na oleju, dorzuciłem trzy pokrojone w kostkę ...

Nie wiem, czy pisałem Wam, umiłowani w Rowerach, że codziennie robimy, z Kalinką (Moją Kochaną) "z buta" od sześciu do piętnastu kilometrów. To taki nasz malutki wkład w ekologię. Wiemy, że świata tym nie zbawimy, ale nawet ten malutki wkład ...