12.06.2015

Kocimiętka i kurdybanek

Blog to na szczęście nie gazeta codzienna, która żyje od wydania do wydania. Ten wpis dotyczy rajdu, który odbył się w połowie maja czyli czas jakiś temu. Choroba, która złożyła mnie zaraz po powrocie z niego i zlot, na którym byłem tydzień po wyleczeniu (za pomocą antybiotyku – pierwszego od dwudziestu lat) spowodowały, że dokończyłem jedynie czwartą książkę i na tym moje pisanie (z braku czasu) skończyło się. Dziś w końcu znalazłem chwilę by cofnąć się w czasie do dnia 15 maja, piątku gdy spotkaliśmy się przed Centrum Zarządzania Szlakiem Konnym w Lesie Łagiewnickim.

Z 28 osób, które na facebook’owym wydarzeniu „kliknęło” w opcję „wezmę udział” przyjechała siedemnastka. Kilka pań zdecydowało, że nie udźwignie całego dystansu i po uroczystym rozpoczęciu rajdu (otworzyli go: Hirek Andrzejewski – dyrektor zespołu parków i Kasia Krakowska – jego zastępca) popedałowało do stacji Łódź Arturówek by spotkać się z nami (dzięki Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej) w Koluszkach.

Popedałowaliśmy raźnie z trójką pracowników Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich do  kapliczek nad Łagiewniczanką (najstarszych łódzkich budowli), gdzie oprócz ich historii opowiedzianej przez Krysię (park), Krzysiek (też park) pokazał nam się jak wygląda kocimiętka i źdźbła czosnaczku pospolitego. Na wzniesieniu Dobra – Nowiny Krysia opowiedziała nam o historii parku i skąd wzięła się nazwa „wzniesienia” (wyżyna zaczyna się od 300 metrów a najwyższy punkt parku to 284 metry).

DSC03211 (1024x768)

Kościół Mariawitów w Dobrej, Dobieszków, Skoszewy to następne punkty na naszej trasie. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że według najnowszych badań grodzisko w Skoszewach datowane na Vi wiek jest w rzeczywistości trochę młodsze. Przecięliśmy budowę autostrady A1 tuż za Sierżnią i skierowaliśmy nasze rowery do rezerwatu „Parowy Janinowskie”. Tu czekała na nas Kasia z… bezami i nie tylko. Z tymi bezami to troszkę przesadziliśmy bowiem Kasia szukała ich w kilku cukierniach i gdy wróciliśmy ze spaceru po rezerwacie z daleka na stole widzieliśmy już stertę białych kulek. No i byłbym zapomniał, widzieliśmy też kurdybanka.

Dalej droga prowadziła na skraj parku, do Paprotni. Pożegnaliśmy się z „parkowcami” i po pamiątkowej fotce ruszyliśmy do Koluszek. Tam dołączyły do nas dziewczyny podróżujące koleją. Do Poświętnego zostało nam jeszcze kilkadziesiąt kilometrów a tam czekał na nas Piotr Wypych z Nadpilicznych Parków Krajobrazowych. Przed kolacją (kasza z grzybami i sos mięsny – parkowa specjalność) odwiedziliśmy pana pułkownika Mariana Zacha pamiętającego majora Hubala. W swoim mieszkaniu – muzeum opowiadał nam o pierwszym oddziale partyzanckim ostatniej wojny. Spanie w szkole na materacach. Fajnie było!

Rano dołączył do nas Rafał oraz jeden z miejscowych turystów –  rowerzystów. Kasia Krakowska porzuciła auto na rzecz roweru a Piotr zaprowadził nas do bazyliki w Poświętnem.

DSC03254 (1024x768)

Zwiedzanie kościoła i niewielkiego muzeum zajęło nam sporo czasu i w stronę Inowłodza ruszyliśmy główną drogą. Czas to nie jedyny powód. Dzień wcześniej lasy zostały opryskane środkiem, który ma za zadanie zmniejszyć populację (czyt. zamordować) pewnego chrząszcza. Mniej więcej w połowie drogi postanawiamy jednak zagłębić się w las. No bo jak tu być w pobliżu pomnika Hubala i nie odwiedzić go?

Inowłódz. Zamek czy kościół? Zaczynamy od zamku, którego ruiny postanowiono odbudować do postaci „trwałej ruiny”czyli tworu znanego w niewielu krajach Europy.  Tu oprócz murów w ruinie odtworzono wieżę (nie w ruinie) i podziemia (też). Tak więc ze szczytu wieży można obserwować romański kościół św. Idziego i ruch turystów u jego podnóża. Dziś nasz rajd nie jest jedyną imprezą w Inowłodzu. Z okazji Tygodnia Parków Krajobrazowych w sobotę przyjechali do miasta uczestnicy wycieczki pociągiem.

Zwiedzając zamek i kościół nie zapomnieliśmy o dawnej synagodze, w której obecnie znajduje się sklep spożywczy, jedyny chyba z cytatami z Tory na freskach pokrywających ściany i żyrandolach pamiętających pierwotne przeznaczenie budynku.

Po dłuższej przerwie ruszyliśmy w kierunku Spały. Po drodze Kasia zagłębiła się w las pokazując nam obelisk poświęcony polowaniom prezydenta Mościckiego, kamień poświęcony jego psu i rosnącą na skraju Pilicy sosnę z odsłoniętymi korzeniami przypominającymi szczudła.

DSC03282 (1024x768)

Zwiedziliśmy też spalski Ośrodek Przygotowań Olimpijskich a pod pomnikiem – symbolem miasta, żubrem zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie. Nasze drogi (na dobę) rozeszły się pod Muzeum Leśnictwa. Kasia musiała wrócić do Łodzi a my popedałowaliśmy przez tamę Zalewu Sulejowskiego do Moszczenicy. Kolejny nocleg i parkową kolację (zalewajka) mieliśmy w siedzibie Sulejowskiego PK. Nad parującym kociołkiem z zupą czekał na nas Maciek Sobański. Między kolejnymi łyżkami obejrzeliśmy prezentację dotyczącą parku.

DSC03292 (1024x768)

Rano w składzie pomniejszonym o jedną osobę (problemy zdrowotne) ruszyliśmy dalej. Przy śniadaniu Maciek pokazał nam jeszcze slajdy o nadpilicznych bunkrach i mieliśmy kilka z nich spotkać po pokonaniu leśnych terenów. Tuż przed lasem, po przekroczeniu „gierkówki” dotarliśmy do muzeum w Polichnie. Jaki ten świat jest mały! Spotkałem Piotra Wojtasika, którego poznałem poprzez Piotrów: Wojciechowskiego ze schronu na Brusie i Nowakowskiego (IPN) prowadzącego badania archeologiczne na dawnym, łódzkim poligonie. Jest tu kierownikiem. Może zrobimy wspólnie rowerową imprezę?

Lasy, lasy i lasy. Jechałem tędy parę lat temu będąc na zlocie w Sulejowie. Wtedy przy wjeździe do lasu mieliśmy zagrodę z dzikami, kozami, strusiami i inną zwierzyną. Jest! Tym razem wyjeżdżamy z lasu bezpośrednio na nią. Jesteśmy zatem w Kole. Za wsią spotykamy położone w niewielkiej odległości od siebie dwa bunkry. Wieje. Silny wiatr rozciąga nasz peleton jak starą gumę. Z Przygłowa (ledwie poznałem to miejsce) kierujemy się do Witowa (kościół)

DSC03326 (1024x768)

a następnie lasami do Łęczna i do Sulejowa. Na placu Straży spotykamy się z Kasią. Przywiozła dla nas… kanapki!

DSC03347 (1024x768)

Jedziemy dalej na południe. Tuż za Sulejowem odwiedzamy słynne Wapienniki – jeziorko powstałe w dawnym wyrobisku wapienia. Koloru wody nie odda żadne zdjęcie. To musicie zobaczyć sami.

DSC03352 (1024x768)

Przed nami dwa zamki: Majkowice i Bąkowa Góra, przed którą odwiedzamy pozostałości cholerycznego cmentarza. Do Przedborza pozostało niewiele kilometrów. Przedborski PK przywitał nas czym chata bogata, czyli specjalnością regionu – kuglem.

Poranną wycieczkę po parku prowadził Darek Sommerfeld (kugel to też jego dzieło). Musieliśmy maksymalnie skrócić dystans bowiem czekała nas jeszcze droga do Radomska (PKP). Przedborski park to przede wszystkim malownicze wzniesienia między którymi prowadzą drogi. Nie obyło się bez kilku wspinaczek. Z jednego ze wzniesień widać nawet Chęciny! Odwiedziliśmy ośrodek japońskich sztuk walki „DOJO”.

DSC03394 (1024x768)

Co do zabudowywania wzgórz różnymi mniej lub bardziej udanymi budowlami mam podobne zdanie jak pracownicy poszczególnych parków. Jeszcze parę lat temu jadąc przez wzniesienia łódzkie można było cieszyć oczy widokiem łąk, sadów, pól. Teraz coraz częściej „podziwiamy” coraz to wymyślniejsze dachy domów. Nie raziło by to aż tak, gdyby domy były choć trochę podobne do siebie. To co się dzieje teraz przypomina wielki chaos podobny do „reklamy polskiej”.

Rozstaliśmy się na moście na Pilicy. Darek opowiedział nam skrótowo o rezerwatach Przedborskiego PK, na które niestety czasu nam nie wystarczyło. Lecz „my tu jeszcze wrócimy!”.

DSC03407 (1024x768)

Do Radomska pozostało nam jeszcze około trzydziestu kilometrów. Na szczęście dziewczyny, które nie dawały już sobie rady podjechały na stację parkowym samochodem. O piętnastej dwadzieścia trzy (Danusia – dzięki!) zapakowaliśmy się do pociągu relacji Częstochowa – Łódź Kaliska. Była to pierwsza edycja rajdu i mam nadzieję, że nie ostatnia. Zwiedziliśmy cztery z siedmiu parków krajobrazowych naszej ziemi. Ponieważ zostałem „namaszczony” na prowadzącego ten rajd pozostało mi jeszcze raz podziękować Zespołowi Parków Krajobrazowych Województwa Łódzkiego i wszystkim pracownikom za to, że przygotowaliście wspaniałą imprezę, a uczestnikom, za to, że byliście – umiłowanymi w rowerach!

To, że dziś pojadę ponownie na wyspę Hayling wcale nie było do końca takie pewne. Zadecydował o tym, jak to często w życiu bywa, ciąg przypadkowych zdarzeń: zapomniałem nazwy wyspy podczas kręcenia filmiku, dwa razy widziałem ją kiedy skręcałem z ...

Tangmere wielu Polakom kojarzy się przede wszystkim z pokaźnymi szklarniami, w których pracowali, pracują lub będą pracować. Lecz w Tangmere była w latach 1918 - 70 baza lotnictwa wojskowego. Zadecydował o tym, jak często bywa przypadek. W listopadzie 1916 roku, ...

Już od kilkunastu dni, żółte tablice informowały kierowców, że w niedzielę 10 września od poranka do południa zamknięte dla ruchu będą niektóre ulice i nadmorska promenada w Portsmouth. Powód? Triathlon, który właśnie dziś przy jednocyfrowej temperaturze rozgrywany był w morzu, ...