05.10.2015

Miododajnia

To, że od kilku ładnych już lat zmieniłem swoje nawyki żywieniowe jest wam znane. Od lat zaopatruję się w miód praktycznie w jednym miejscu, do którego w ubiegłym roku prowadziłem wycieczkę „Skąd się bierze miód”. W tym roku postanowiłem pojechać po płynne złoto dopiero drugi raz. Moje zapasy dramatycznie się skurczyły i pozostał mi tylko podarowany przez Vincenzo miód z kasztanowca jadalnego. Tak więc w sobotę (3.10) punktualnie o 12.00 ruszyłem na południowy – zachód do Mikołajewic. Mimo pogody pasującej raczej do końcówki sierpnia a nie początków października w powietrzu czuje się nadchodzącą powoli jesień.

Alejki w parkach przykryte są wyschniętymi liśćmi, za tramwajem stojącym na konstantynowskim rynku żółci się drzewo a zrywane przez wiatr pojedyncze listki ścigają się ze mną gnając po asfalcie w wesołym tańcu. Gdzieniegdzie czuć dym palonych łętów ziemniaczanych, resztek zebranych płodów rolnych. Czasami nieprzyorany jeszcze obornik śmierdzi z pobliskich pól. Podobno były już pierwsze przymrozki. Nie wiem, jeszcze nie zauważyłem ale snujące się gdzieś w oddali mgiełki nie należą do tych wiosennych czy też letnich.

W Lutomiersku, tuż za zakrętem opuszcza się szyba wyprzedzającej mnie skody. „Piotrek, wpadniesz do nas na herbatkę?” To Ewa z Andrzejem i jego mamą jadą na działkę. A już miałem skręcić w kierunku Szadku. Siedzimy na leśnej działce, wspominamy tegoroczne „rowerowanie”. Herbata w plenerze smakuje wspaniale.  No, na mnie już czas. Do pasieki zostało mi jeszcze dosłownie parę kilometrów. Słońce operuje już znacznie niżej niż latem. Fantastycznie swymi promieniami podświetla stojącą wśród drzew, wyremontowaną, drewnianą wieżę mikołajewickiego kościoła. Tuż obok przez bramę wjeżdżam do pasieki. Po paru minutach mój „Speś” dźwiga dodatkowy ciężar opatulonych gazetami i moją przeciwdeszczową kurtką słojów. Wracając co chwilę dają mi brzęczeniem znać, bym omijał ewentualne dziury.

25.05.2019

Curry dla Kalinki

Kalinka nie przepada za ostrym tak jak ja, więc co? Coś na pograniczu? Curry nie jest tak ostre, by Kalince nie smakowało. Gotujmy więc! Posiekałem cebulkę, czosnek (trzy cebule i trzy duże ząbki) na oleju, dorzuciłem trzy pokrojone w kostkę ...

Nie wiem, czy pisałem Wam, umiłowani w Rowerach, że codziennie robimy, z Kalinką (Moją Kochaną) "z buta" od sześciu do piętnastu kilometrów. To taki nasz malutki wkład w ekologię. Wiemy, że świata tym nie zbawimy, ale nawet ten malutki wkład ...