09.11.2015

Jesień nad Jasieniem

W granicach miasta mamy 18 rzek, rzeczek, strumieni. Sporo prawda? Osiem z nich należy do zlewni Wisły, dziesięć  do Odry. Do tego jeszcze cztery cieki nieklasyfikowane. Co to za miasto? Łódź! Niemożliwe? A jednak. Gdyby nie ta obfitość lasów w strumienie i rzeczki nie byłoby miasta tej wielkości, miasta zawdzięczającego swój rozwój przemysłowi opartemu na wodzie. Podobno do wyprodukowania T-shirt’a, w którym siedzę przed komputerem potrzeba 7 tysięcy litrów wody! Lwią część pochłania hodowla bawełny, resztę produkcja. Na wzniesieniu, na którym zaczynaliśmy wczorajszą (niedziela 8.11) wycieczkę leniwie zatrzymał się kiedyś skraj lodowca. Tego, który ukształtował między innymi Wzniesienia Łódzkie, po których tak chętnie brykamy rowerami. Tu też miały swe źródła łódzkie rzeki. 20151108_120603Wraz z rozwojem przemysłu, obniżaniem się poziomu wód gruntowych wycinaniem puszczy źródła oddalały się od siebie i teraz wiele łódzkich rzeczek zaczyna się kilometry od tego miejsca, Stoków i parku im. Zaruskiego, w którym wyznaczyliśmy dzisiejsze spotkanie.

Sam park położony jest w jednym z najwyższych punktów miasta na wysokości ok. 250 metrów nad poziomem morza. Jeszcze w ubiegłym roku woda wypływała tuż za przepustem pod ulica Pomorską. Tegoroczne upalne lato i jesień sprawiły, że rów jest suchy. Teoretycznie Jasień jest widoczny po raz pierwszy w postaci stawu w Parku Widzewskim, lecz sama rzeka jest tu ukryta w podziemnym kanale i pierwszy raz widzimy ja dopiero w Parku nad Jasieniem. Wpływa tu do stawu który kończy się spiętrzeniem obok miejsca gdzie był Młyn Wójtowski – pierwszy z wielu na rzece.

W ubiegłym roku gdy pompowano wodę z soczewki, na którą natrafili budowniczowie tunelu do nowego dworca Łódź Fabryczna, rzeczka na chwilę odzyskała tu swój górski charakter płynąc wartko w kierunku kolejnego stawu między Rydza – Śmigłego a Przędzalnianą. My jedziemy nieco inaczej. Wzdłuż dawnej bocznicy kolejowej stworzonej na potrzeby imperium Scheiblera, parku Źródliska do ulicy Magazynowej, którą docieramy do ulicy Tymienieckiego i dalej Kilińskiego do Milionowej. Na Kilińskiego widać niewielkie obniżenie terenu. Prawdopodobnie tu, pod ziemią szemrzą wody Jasienia. W Parku Reymonta staw niestety wysechł. Woda wyciekła w tym roku przez nieszczelne dno. Jasień miał tu chwilę by zaczerpnąć świeżego powietrza. Biała fabryka Geyera  na jakiś czas nie będzie się przeglądała w lustrze wody. Ulicą Sieradzką docieramy do Wólczańskiej. Z tego miejsca widać jak w dawnych czasach rzeka ukształtowała teren. Do Pabianickiej trzeba podjechać po dawnym „klifie”.

Rzekę skanalizowano w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Ukryto ją w kanałach, ocembrowano jej brzegi. Tuz obok Pięknej mamy dwa zakratowane kanały: burzowy i rzeczny, a właściwie ściekowy bowiem Jasień miał odprowadzać ścieki z miasta do Neru.

20151108_132403Ulicami: Nad Jasieniem, Jasień i Obywatelską dojeżdżamy do Laskowickiej. Most. Pod stopami mamy niewielki prawy dopływ Jasienia: Karolewkę. Denną docieramy do Prądzyńskiego w tej okolicy rzeczka wchłania lewy dopływ – Olechówkę. Kierujemy się ulicą Dubois do krańcówki autobusowej. Ulica Zatokowa prowadzi nas do kolejnego mostka. Niewielkim wałem jedziemy jakieś dwieście metrów na południe.

20151108_141333Tu osiągamy nasz cel. Panie, panowie przed nami ujście! Tu Jasień (ten większy) wpada do Neru. Kurtyna. Osiemnaście osób robi „w tył zwrot”. Już „poza konkursem” oglądamy nową siedzibę WFOŚiGW i jedziemy na lotnisko. Ktoś ma ochotę na kawę?

 

I znów ciężko było przenieść nogę, przez ramę. No, bo jak chcesz osiągnąć jakiś cel, pracujesz początkowo na dwa etaty. Powoli "rozkręca się" moja firma, której poświęcam czas popołudniami, po pracy i w weekendy. Czasem, w niedzielę, gdy nie mam ...

10.10.2018

Kolarskie spodenki

Kolarskie spodenki mają prawdopodobnie równą ilość zwolenników jak i przeciwników. Kiedyś, jeden z "kucharzących" po świecie dziennikarzy powiedział, że w obcisłym to on się nie widzi, bo wygląda "pedalsko". czy jakoś tak to określił, nie wiem, nie oglądałem jego programów ...

Powiało chłodem. Po sobotnich opadach, niedziela przywitała południową Anglię bezchmurnym niebem i pięcioma stopniami ciepła. Temperatura w ciągu dnia podpełzła do piętnastej kreski, by już około czwartej po południu zmusić mnie, po powrocie do domu, do założenia po raz pierwszy ...