25.06.2017

Dwie wyspy: Portsea i Hayling

Oj, ciężko mi się jakoś dzisiaj wstawało. Dwa croissanty na śniadanie, kilka łyżek granoli i spacerek na kawę. Po drodze wizyta w rosarium (niestety już większość róż przekwitła), spacer po plaży. Gdzie by tu dzisiaj pojechać? Znów na wschód? Byłem w poniedziałek. Więc może na północ? Jadę wzdłuż brzegu zatoki, mostem przedostaję się na stały ląd (choć to też wyspa) i po raz pierwszy wspinam się tuż za autostradą na pas wzniesień. Zatrzymuję się na chwilę. Pode mną pozostał pas lądu, na nim tor kolejowy, autostrada, pas zieleni, zabudowania przedmieść i widok na dwie wyspy: Portsea i Hayling. Na pierwszej mieszkam, na drugiej byłem raz, więc może?

Nie planuję przejechać więcej niż 50 – 60 kilometrów. Początkowo kieruję się na północ, przecinam A3, na której sznur samochodów pędzi do i z Londynu. Przedmieścia Havant. Po kilkunastu kilometrach rozpoznaję znajome budynki, ulice. Skręcam w lewo i po kilku minutach jestem na rogatkach Rowland’s Castle. Tym razem omijam urokliwą osadę i zjeżdżam ze wzniesień na drugą stronę Havant. Tuż obok stacji droga rowerowa przeprowadza mnie pod wiaduktem, przez centrum handlowe i wzdłuż strumienia, który napędzał kiedyś młyńskie koło. Jeszcze tylko parking, szlak przez zagajnik i już jestem przy moście, którym dostaję się na Hayling. Przypływ sprawił, że podpory dawnego mostu kolejowego niemal całkowicie zniknęły pod wodą. pozostały na powierzchni jedynie dwie. Żaglówki, które poprzednio widziałem w tym miejscu mocno przechylone, oparte burtami o dno – dziś radośnie kołyszą masztami.

Jechałem wzdłuż zachodniego brzegu wyspy, więc może teraz wschodni? Skrawek lądu ledwie wystaje ponad otaczające je wody Kanału Angielskiego. Podczas przypływu przydrożne rowy wypełniają się wodą. Droga wije się między zabudowaniami, farmami, pastwiskami. Na jednym z nich pasie się stado krów. Zwierzęta są tu na świeżym powietrzu w odróżnieniu od „fabryk” mleka, które napotykałem w Polsce czy północnych Włoszech. Za którymś z kolei zakrętem, wieża na niewiele wyższym od okolicznych zabudowań kościele spowodowała, że zatrzymałem się. Po pierwsze: bo tablica oznajmiła mi, że to kościół św Piotra, i po drugie: na otaczającym świątynię cmentarzu dostrzegłem prawosławne krzyże.

Gdy zbliżałem się do budynku kościoła na parking wjechało auto, z którego wysiadła miejscowa wikary, a ponieważ pozdrowiła mnie i wymieniliśmy parę zdań, sądzę, że osobą w koloratce była  dr. Jenny Gaffin. Zaprosiła mnie do środka, sama udając się na drugą stronę ulicy. Kościół liczy sobie ponad 850 lat a jego wnętrze to potwierdza. Na stole wiele broszur. Przeważnie o tematyce religijnej. Jest też przewodnik. Na kilkunastu stronach historia zarówno kościoła jak i otaczającego go cmentarza. W 1959 roku pochowano na nim, mieszkającą od 1932 roku na wyspie księżną Jekaterinę Youriesvsky, córkę cara Aleksandra II. Przewodnik ląduje w torbie na kierownicy a kościelna skarbonka wzbogaca się o funta.

Kilkakrotnie skręcając z głównej drogi przez wyspę na wschód, docieram do kampingów nad jej brzegiem. na jednym z nich zatrzymuję się przy niewielkim jeziorku. Ptaki wygrzewające się w słońcu przy ławeczce, na której siadam, z natury płochliwe, tu nie reagują zajęte swoimi sprawami. Ożywiają się jedynie na widok okruchów ciasteczek, którymi się podzieliłem.

Dotarłem do południowego skraju wyspy. Niedziela, czy to już angielskie wakacje? Wzdłuż plaży spory tłok. Wracam więc na północ, by wzdłuż zatoki wrócić na wyspę, na której mieszkam. Na Portsea.

25.05.2019

Curry dla Kalinki

Kalinka nie przepada za ostrym tak jak ja, więc co? Coś na pograniczu? Curry nie jest tak ostre, by Kalince nie smakowało. Gotujmy więc! Posiekałem cebulkę, czosnek (trzy cebule i trzy duże ząbki) na oleju, dorzuciłem trzy pokrojone w kostkę ...

Nie wiem, czy pisałem Wam, umiłowani w Rowerach, że codziennie robimy, z Kalinką (Moją Kochaną) "z buta" od sześciu do piętnastu kilometrów. To taki nasz malutki wkład w ekologię. Wiemy, że świata tym nie zbawimy, ale nawet ten malutki wkład ...