02.07.2017

Koniec lądu w Selsey

W rzymskim pałacu, jego ogrodach, na pokazie walk gladiatorów spędziłem kilka godzin. Jednak 1 lipca, o 14 dzień jest jeszcze tak długi, że noga aż rwie się do jazdy, tym bardziej, że na razie mam przejechane tylko 25 kilometrów. Więc co? Może by tak przejechać się do chyba najbardziej wysuniętego na południe skrawka wschodniej Anglii, na koniec lądu w Selsey? Z Roman Palace prowadzi mnie droga rowerowa przez Chichester: za rzymskimi ogrodami, przez kładkę nad torami, parkiem nieopodal uczelni, na tyłach katedry w Chichester (w styczniu tego roku odkryto nieopodal niej kolejne rzymskie domy), obok stacji kolejowej, przez ruchliwe rondo trasy A27. Stamtąd do Selsey mam kilka dróg do wyboru:

Mogę jechać wzdłuż A27 do kładki nad „ekspresówką”, mogę też bezpośrednio za rondem pojechać kawałek A286 w kierunku Witering i po kilkuset metrach skręcić w lewo, w B2201. Wybieram ten drugi wariant z uwagi na to, że jest to o wiele spokojniejsza droga (jeżdżę nią czasami do pracy), i rośnie przy niej stary, zniszczony dąb, na którego zdjęcie nigdy nie mam możliwości, jadąc samochodem.

Teraz mogę zejść na trawę i przytulony do żywopłotu, między dwoma zakrętami nacisnąć spust migawki. nasłuchując, czy nic nie nadjeżdża, wsiadam na rower i pedałuję dalej, w kierunku Selsey, robiąc małą pętelkę nieopodal szklarni, do których jestem czasowo oddelegowany.

Po obu stronach drogi zaczyna się rezerwat przyrody, a za nim pierwsze zabudowania miejscowości, która jest moim celem. Zatrzymuję się na chwilę obok wybudowanego w normańskim stylu kościoła, bowiem ten, jak i wiele innych w okolicy ma za patrona mojego imiennika. Obecny pochodzi z XIII wieku lecz historia chrześcijaństwa jest na tych terenach nieco starsza bowiem Willhelm, wygnany biskup York’u, ewangelizował Saksonów, miejscową ludność już w latach 660-81. A pierwszy klasztor powstał niedaleko stąd, tuż obok portu w Pagham. Dokładne położenie pierwszej katedry nie jest znane, a miejscowa legenda, sugeruje, że jest ona obecnie na dnie morskim o czym świadczyć ma bicie dzwonów w sztormowe dni.

Do centrum Selsey jest stąd około kilometra. Mijam charakterystyczne dla wiejskich terenów zabudowania kryte trzciną i tuż za niewielkim centrum handlowym jestem w samym środku tej wypoczynkowej, znanej nie tylko w regionie miejscowości.

Tuż za nim ulica lekko wznosi się i zza jej garba wyłania się widok na morze. Po chwili zjeżdżam na koniec lądu, na kamienistą plażę Selsey. Słońce, szum fal, czysta, błękitna woda, na horyzoncie wydać wzniesienia wyspy Wight i tuz po prawej, lekko zamglone, zarysy cypla, na którym ulokowało się Portsmouth z charakterystycznym, wygiętym, 170 metrowym Spinakerem.

Wodą to około 15 kilometrów, lądem około 40. W sam raz by dzień zakończyć dystansem 90 kilometrów, ale teraz jest czas na słuchanie szumu fal na najbardziej wysuniętym na południe skrawku półwyspu Menhood.

 

 

 

I znów ciężko było przenieść nogę, przez ramę. No, bo jak chcesz osiągnąć jakiś cel, pracujesz początkowo na dwa etaty. Powoli "rozkręca się" moja firma, której poświęcam czas popołudniami, po pracy i w weekendy. Czasem, w niedzielę, gdy nie mam ...

10.10.2018

Kolarskie spodenki

Kolarskie spodenki mają prawdopodobnie równą ilość zwolenników jak i przeciwników. Kiedyś, jeden z "kucharzących" po świecie dziennikarzy powiedział, że w obcisłym to on się nie widzi, bo wygląda "pedalsko". czy jakoś tak to określił, nie wiem, nie oglądałem jego programów ...

Powiało chłodem. Po sobotnich opadach, niedziela przywitała południową Anglię bezchmurnym niebem i pięcioma stopniami ciepła. Temperatura w ciągu dnia podpełzła do piętnastej kreski, by już około czwartej po południu zmusić mnie, po powrocie do domu, do założenia po raz pierwszy ...