27.02.2018

Jutro ma padać śnieg…

Od niedzielnego poranka dwa czy trzy portale pogodowe ostrzegają Anglików, że jutro ma padać śnieg. Tak było też po południu, wieczorem, w poniedziałkowy poranek, południe, wieczór. Owszem, pojawiły się chmury, z których mógłby padać śnieg, ale przy temperaturze oscylującej w granicach 3 -4 stopni na plusie i lekkich przymrozków nocą, utrzymanie się puchowej kołderki jest raczej niemożliwe. Wczoraj w ciągu dnia, może dwa czy trzy razy śnieg padał. Mniej więcej tak obficie jak u nas pojawia się puszek z kwitnących topoli. Ale ostrzeżenia o opadach wydane są! W razie czego gdybym widział o poranku, że śnieg jednak pada i zaczyna zalegać na samochodach, jezdniach i chodnikach mam nie ruszać się z domu! Mój szef pochodzi z południowej Afryki i dla niego jest to sytuacja z pogranicza klęski żywiołowej. Tak więc we wtorkowy poranek piszę do Was, umiłowani w Rowerach te słowa, wyglądając co chwila przez okno. Ale wracajmy do niedzieli.

Wiało z północnego – wschodu i był to mimo temperatury w granicach siedmiu stopni (na plusie) dość zimny wiatr. Stopy jednak nie marzły mimo, że nie założyłem ocieplaczy. To co? Ruszam pod wiatr? Tak teoretycznie najlepiej, pod warunkiem, że wiatr nie zmieni kierunku… . W niedzielę padać nie miało prawa nic. Po wdrapaniu się na wzgórze Portsdown jak okiem sięgnąć, na niebie królował błękit aż po horyzont. Postanowiłem ze wniesienia pojechać na północ. Dwa tygodnie temu, podczas zjazdu wyprzedził mnie tu peleton kolarzy, a ja dzięki temu odkryłem fantastyczny podjazd. Wtedy na rondzie skręciłem w pierwszą drogę w lewo. Druga? Pominąłem. Pojechałem dopiero trzecim zjazdem i tam po kilkuset metrach wjechałem do osady Southwick.

Southwick, jak każda chyba szanująca się miejscowość w Anglii ma swoją High Street, kościół i dwa puby: pod czerwonym  i pod złotym lwem. Ma też sporo domów krytych charakterystyczną strzechą.

Tuż za miejscowością ruch na drodze praktycznie zanikł, a ja po paru kilometrach jazdy wśród pól, zagłębiłem się w naturalny las. Las nie sadzony pod sznurek, nie będący monokulturą lecz prawdziwy, żywy las.

Las pokrywał niewielkie wzniesienia i po kilkunastu „hopkach” dotarłem na skraj Denmead. Stąd droga prowadziła mnie w zindustrializowane tereny wokół Waterloovile i dalej do Havant.

Havant od północy opiera się o wzniesienia, natomiast od południa graniczy z zatokami i zatoczkami Kanału Angielskiego. Z miasta mam wreszcie oczekiwany wiatr w plecy. Ścigając się z nim, wzdłuż zatoki Langstone docieram do Portsmouth. Plaża w Southsea jest oblegana przez spacerujących deptakiem ludzi. No bo przecież jutro ma padać śnieg… .

ps. gdy skończyłem pisać, zjadłem śniadanie i zacząłem szykować się do pracy, wyjrzałem przez okno: na samochodzie leżała cieniutka warstewka białego puchu! Tak więc tytuł: jutro ma padać śnieg – sprawdził się!

bty

Gdy dotarłem do Winchester, zatrzymałem się niedaleko centrum, by sprawdzić na mapie, jak dojechać do opisanej wczoraj Wielkiej Sali.  Stoję w zatoczce autobusowej, dziobię palcem po ekranie smartfona, a tuż obok facet wynosi na ulicę "witacz", zapraszający do zwiedzenia muzeum. ...

Do Winchester zawitałem po raz trzeci. Tu bowiem według Thomasa Malory'ego, XV - wiecznego twórcy znajdował się słynny Camelot i tu właśnie rezydował legendarny król Artur. Z legendą jest związany również okrągły stół, przy którym zasiadali Artur i jego 24 ...

Tak jak już wspominałem, muzeum poduszkowców jest czynne jedynie w sobotę. I właśnie w sobotę, przez bramę, z której można zjechać bezpośrednio do zatoki wszedłem na teren hal zapełnionych poduszkowcami. Przed jedną z nich stał gigant. Księżniczka Anna kursowała kiedyś ...