25.03.2018

Powoli, wiosennie, żonkilowo…

Powoli, dlaczego powoli? Bo dziś jest niedziela, nastąpiła zmiana czasu, tak więc gdzie się spieszyć? Nikt mnie dzisiaj nie goni,ja nie gonie nikogo. Luz. Wiosennie? No, może nie ma słońca a okolicę spowija lekka mgła, ale nie da się ukryć, to już wiosna! Żonkilowo? Bo gdzie się nie obejrzę, wszędzie z trawników, klombów i rabat chełpią się kolorami: od śnieżnobiałego po ciemnożółty – narcyzy zwane w Polsce od jednej ze swych grup żonkilami. Zatoka dziś pozbawiona jest większości wody. Podczas odpływu można pieszo wejść jakieś sto metrów w jej głąb. Ja nie ryzykuję, ale widać, że niektórzy…

Wieje lekki północno – zachodni wiatr. 11 stopni pozwala na jazdę na gołą łydę. Powoli, niespiesznie dojeżdżam do Havant. Jest coś nowego! Gdy jadę czasami do i z pracy rowerem, na strumieniu, w miejscu gdzie kiedyś stało coś, co używało siły wody, stało zniszczone koło wodne. Teraz: sztuka nówka! Nie śmigana.

Mijam senne wiosennie miasto, a tuż za nim ulicę przecina mi trasa szybkiego ruchu. Najczęściej dość szybko jadę nią górą. Tak mniej więcej o 6:30 i 16:20. Dziś powoli, bo nigdzie mi się nie spieszy, rowerowym tunelem nurkuję pod A27.

Powoli? No w tym momencie nie! Właśnie wyprzedziła mnie dziewczyna. Jedzie na twardo, łyda, że ho, ho, ale chyba rower, to nie jej główne sportowe zajęcie. Nogi na pedałach trzyma jakoś dziwnie, niczym pewien kolega, którego z daleka można było rozpoznać gdzieś na trasie. Ale smark miała typowo kolarski. Unikam trafienia. Trochę się podwiozłem. Skręciła, a ja zwolniłem. No przecież nikt mnie nie goni i nic mi nie karze…

Dotarłem wreszcie na miejsce. Myślałem, ale nie planowałem dojechać do Wittering. Ponoć są tu piaszczyste plaże, jedyne w okolicy. To właściwie dwa miasteczka: wschodnie i zachodnie. W East plaża jak widzicie, podobna do tej u mnie czy na wyspie Hayling. Jadę na zachód.

Zanim dojechałem do West Wittering, musiałem się na chwilę zatrzymać pod tym pięknym drzewem. Jeśli się nie mylę, to jeden z gatunków daglezji, ale głowy za to nie dam. Niecały kilometr dalej pojawiła się droga na plażę.

No i faktycznie, była piaszczysta, szeroka jak na zdjęciu, tylko ten piach. No nie był to złocisty kolor. Spieszy mi się? Nie! W drodze powrotnej postanawiam zboczyć w lewo. Wiedziałem, że nie da się zabłądzić, bowiem prędzej, czy później dojadę do jednej z odnóg zatoki. Tak trafiłem do Itchenor. Droga prowadziła bezpośrednio do mariny. Na wprost, na mieliźnie stał nieczynny prom. Pomyślałem wtedy o Strefie, Birocie, o RS-ach. kręcę króciutki filmik. Oni w tym czasie topili Marzannę w Grotnikach.

W drodze powrotnej zatrzymuję się na chwilę na niewielkim, wiejskim cmentarzyku otaczającym mikroskopijny kościół. Kilkadziesiąt starych pochyłych nagrobków, pomnik poświęconym poległym w pierwszej wojnie. Dookoła kamiennych płyt żonkilowo. Kwiaty kwitną dosłownie wszędzie.

Zatrzymałem się dopiero w Bosham. Nie dlatego, że gdzieś mi się spieszyło. Po prostu kolejne kilkanaście kilometrów (mil) znam dość dobrze, a do Bosham nigdy nie zaglądałem. Boczną drogą docieram do osady. Część domów kryta bardzo tu popularną trzciną, kolejna marina, nadal trwa odpływ.

Do osuszonej zatoki wpływa dość wartko płynący strumień. lecz zanim umrze w morskiej wodzie wpływa pod budynek, który kiedyś był młynem, a morze kuźnicą pracującą na potrzeby rybaków? Nie wiadomo, wiadomo, że Bosham znane było już za czasów króla Kanuta, czyli… dawno, ale o tym już kiedyś pisałem.

Opuszczam Bosham i nieznaną mi wcześniej drogą dojeżdżam do znanego ronda. Pierwszy zjazd w lewo prowadzi do Portsmouth. Jadę: powoli, wiosennie, żonkilowo…

27.04.2020

Cudze chwalicie…

... i tak dalej, i tak dalej. Na początek informacja dla członków PTTK, z początkiem kwietnia zrezygnowałem z prowadzenia fili nr 1 CRW i w związku z tym wszelkie sprawy związane z weryfikacją wysokich stopni odznak kolarskich, kierujcie do Mirka ...

Koło wróciło na należne mu miejsce po dwóch dniach. Bo jak powszechnie wiadomo, jedno koło to stanowczo za mało do radosnego przemieszczania się za pomocą przyrządu opartego najczęściej na trójkątnej konstrukcji, z bardziej lub mniej skomplikowanego metalu, niemetalu, bambusa, karbonu ...

Pan Rower był chory i zawisł na ścianie, pytam Go czule - co Ci jest kochanie. - Oj, szprycha mi pękła na angielskiej ziemi. Wiem nie masz pieniędzy, chyba wyjedziemy? - Mój drogi Rowerku, może nam pomogą, pracować nie mam ...