01.04.2018

Świąteczne rowerowanie

Czyli po prostu rowerowanie niedzielne, no bo jak wiecie, ze wszelakich świąt korzystam dlatego, że są a nie dlatego, że je uprawiam. Dla mnie świętem jest każdy dzień wolny od pracy, a pracuję pięć dni w tygodniu. Jutro normalnie idę do pracy, a jeszcze po przesunięciu czasu, rano jest za ciemno, by jechać 33 kilometry startując po ciemku. Kiedy muszę to co innego, ale kiedy nie – wolę wsiąść w samochód. Tak, czy inaczej: świąteczne rowerowanie odbyło się, i to na trasie, którą zaplanowałem. Dlaczego? Ano dlatego, że w ubiegłą niedzielę byłem w Bosham troszeczkę przypadkowo. Zupełnie inaczej było dziś.

Zaintrygowała mnie historia tej osady, starsza niż myślałem, sięgająca bowiem czasów rzymskich. Nieopodal znajduje się opisany już pałac rzymski w Fishbourne a w północnej części miejscowości odkryto teatr, i prawdopodobnie ślady po świątyni. Podobno, bowiem nikt tego nie potwierdził, miał tu swój pałac cesarz Wespazjan. Wiadomo, że w Bosham był naturalny port usytuowany między portami w Portsmouth i Chichester.

A w czasach nowożytnych? Źródła pisane wspominają o wizycie biskupa Wilfrida w 861 roku. Wtedy stał tu już pierwszy kościół i niewielki klasztor. Miejscowość, jako jedna z pięciu, wspomniana jest w Kronice Anglosaskiej.

Widoczny na zdjęciu kościół został wybudowany w pierwszych latach X wieku. Według miejscowej legendy, została w nim pochowana córka Kanuta Wielkiego, która utonęła w strumieniu płynącym tuż za kościołem. Inna legenda mówi, że pochowano tu króla Harolda, który zginął w bitwie pod Hastings. W krypcie istotnie znaleziono szkielet bogatego mężczyzny oraz szkielet dziecka lecz władze diecezji stwierdziły, że jest to tak mało prawdopodobne by należał do króla i odmówiły zakłócania pracami miejsca pochówku.

No dobrze, jak dotrwaliście do tego miejsca, muszę Wam, umiłowani w Rowerach powiedzieć, że dzisiejsza wizyta w Bosham, to udane rowerowanie. W ubiegłym tygodniu trafiłem na smutny opływ. Dziś – wesoły przypływ!

Jak dalej przebiegało świąteczne rowerowanie? Otóż pojechałem na północ, przekroczyłem A27 i przez początkowo rolnicze, później leśne tereny dotarłem do Havant kilkakrotnie już dziś odkrywając nieznane mi wcześniej drogi i ścieżki.

A jak już byłem w Havant, to najlepszym miejscem stworzonym do przejażdżek jest wyspa Hayling, którą do 1962 ze stałym lądem łączyły dwa mosty: widoczny po prawej drogowy i kolejowy, którego podpory widzicie na zdjęciu. Likwidacja kolei nie poszła na marne. Dawnym nasypem poprowadzono drogę rowerową prowadzącą na południe wyspy.

A może tak dzisiaj, świątecznie, skorzystać z przeprawy promowej, która łączy Hayling Island z Portsea?

Podarowałem sobie odrobinę luksusu i po dwudziestominutowym oczekiwaniu, niewielka jednostka przeprawiła mnie na drugi brzeg. Wąskie gardło łączące wyspy przypomina odpływ w wannie. Woda z zatoki cofająca się podczas odpływu do Kanału Angielskiego ma bardzo silny nurt. Widać to szczególnie przy małych łodziach, które płyną prawie bokiem pokonując prąd wody.

Będąc na drugim brzegu, pojechałem bulwarem Southsea prosto do domu. Szybkie odświeżenie, obiadek i… czas na świąteczne piwo! No bo chyba zasłużyłem.

bty

22.04.2018

Poduszkowce

Obecnie remontują lądowisko w Southsea i poduszkowce (chyba) nie latają między Portsmouth a Isle of Wight. Przynajmniej ich nie słyszę. Czasami przy wietrze z zachodu dochodzi do mojego okna (mniej więcej trzy i pół kilometra) pomruk startującego do około dwudziestominutowego ...

Po raz pierwszy nabyłem (w drodze kupna) makaron o nazwie Tripoline. Włoski, dobry do gęstych sosów. Gdy na szlakach mamy wiosnę, warto pochłonąć (za pomocą paszczy) coś zielonego. Postanowiłem połączyć makaron z brokułem (jednym) i serem. Ser w tym wypadku ...

16.04.2018

Weekend w Gosport

Jak ten czas leci. To już jedenaście miesięcy minęło, od kiedy jestem mieszkańcem Southsea, w mieście Portsmouth, w hrabstwie Hampshire, w kraju, który nie wiedzieć czemu odłącza się od unii. Jak do tej pory jeździłem w większości na wschód lecz ...