24.12.2011

Między kapustą z grochem a pierogami…

Nie przepadam za świętami. Fakt lubię gotować i cieszyć się, że innym to smakuje ale cała ta świąteczna ideologia do mnie nie przemawia. Bo:
1. od kilku tygodni z każdej dziury patrzy na mnie czerwony grubas z białą brodą wymyślony na potrzeby coca coli jeszcze przed II wojną,
2. w uszach brzmi nieustanny potok świątecznych piosenek kojarzących się z moim nazwiskiem (Kolenda pochodzi od olendra, czyli człowieka przybyłego z daleka),
3. kiedyś pewna pani, mocno despotyczna (jak ja to wytrzymałem ?), na parę dni przed świętami pozostawiła mnie w namiastce prawdziwego, własnego domu z jednym krzesłem, widelcem i nożem (ale bez łyżki). Ponieważ było to „Daleko od szosy” dźwięk ciszy mało mnie nie rozhuśtał,
4. następna pani koniecznie chciała organizować mi święta trochę na siłę (bo to dla mnie), ale nie było to bezinteresowne. Jej najważniejszym świętem był Nowy Rok, który miałem celebrować,
5. był okres gdy przed świętami nigdy nie miałem pieniędzy i żyłem za pożyczone,
6. nie jestem fanem wszelkiego rodzaju wiar, a katolickiej w szczególności.

Obserwuję nawet dzisiaj w Wigilię owczy pęd. Samochody, którym „padły” kierunkowskazy gdy zmieniając pasy ścigają się z czasem wyświetlonym na nawigacji.

Pamiętam jak za dawnych (nie mówię, że dobrych) lat ludzie opowiadali sobie o zdobyczach w postaci mandarynek, czy pomarańczy, który właśnie zdążyły dopłynąć z Kuby. Nikt nie wyrzucał do śmietników stert jedzenia, które spece od marketingu wcisnęli „człowiekom” do koszyków.

Prawda, miałem pisać o rowerze. W tym roku dużo się zdarzyło. Udana wyprawa, rozwód z klubem i nowe cel. Cel by w miarę możliwości pomagać innym. Bo dobrze jest pomagać. I gdy tak widzę jak Bartek pomyka na swoim trzykołowcu do Łagiewnik to wiem, że ma to sens. Życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt, a jednocześnie refleksji nad nimi.

Cicho! Coś się dzieje…

13.09.2021

Meandry rzeki Meon

Do rzeki Meon, którą ja osobiście objechałem wielokrotnie,  zabraliśmy się od środkowego odcinka. Tym razem w  odstępie siedmiodniowym, "zaliczyliśmy" odcinek dolny i wreszcie w sobotę (11.9) górny. O środkowym pisałem już natomiast o pozostałych dwóch jeszcze nie. Już śpieszę nadrobić ...

Pogoda sprzyja odważnym, no bo jak inaczej nazwać fakt, że po starcie przez pierwsze pół godziny lało, by już na wyjeździe z Havant pojawiło się słońce. Ale od początku, wycieczka, przynajmniej dla mnie zaczęła się dzień wcześniej, w sobotę. Ja ...

Czwartek, 8:35 am. Ruszamy. Początkowe we dwóch. Kierunek? The Hard. Tam umówiliśmy się z Kacprem. Kacper przypływa do Old Portsmouth promem z Gosport. We trzech ruszamy ulicami miasta w stronę zatoki Solent. Szczerze mówiąc liczyłem, że w porcie, z którego ...