29.05.2012

Kto projektuje „drogi” rowerowe?

Pytanie może przewrotne bo wiadomo kto, tylko czy powinien to robić? Wczoraj jadąc samochodem (no niestety muszę) w kierunku śródmieścia utknąłem w korku. W sumie odcinek, który miałem do przejechania to tylko sześć kilometrów ale zajęło mi to pół godziny. Postanowiłem zatem dziś rano ten sam odcinek przejechać rowerem. Ponieważ znam zdolności drogowców do tworzenia wysokich krawężników na naszych pseudo-drogach dosiadłem mojego staruszka z terenowymi oponkami. I co się okazuje? Na 26 calach i niższym niż górna granica zalecanego przez producentów opon ciśnieniu przez krawężniki od biedy da się przejechać. Tylko po co? Jadąc ulicami:  Zgierską, Snycerską i Zachodnią w kierunku centrum Łodzi nie spotkałem ani jednej osoby, która byłaby w stanie pojechać rowerem (a było nas wielu i z dnia na dzień jest coraz więcej) bez naruszania przepisów ruchu drogowego.  I wcale nie dziwi mnie fakt, że jak bodajże tydzień temu udostępniłem na facebook’u jedna piąta mandatów zdobywamy my, rowerzyści.  Dlaczego tak się dzieje? Droga urywa się w połowie Snycerskiej, wcześniej lawirujemy między pieszymi w okolicach targowiska przy Dolnej, mijamy idiotyczne malowanie przejazdu przy Adwokackiej. Na wspomnianej Snycerskiej mamy dwa wyjścia: albo jechać po chodniku do Limanowskiego i pasami przeciąć tę ulicę (teoretycznie schodząc z roweru) by minięciu ciasnego narożnika kamienicy jechać dalej chodnikiem jeszcze dwadzieścia metrów do zaczynającej się w okolicach przystanku drogi rowerowej, albo między blokami zjechać na Snycerską i przeciąć Limanowskiego normalnie, czyli z samochodami. Droga rowerowa na Zachodniej kończy się po dwustu metrach na ulicy Bazarowej. Tu mamy kolejne przejście dla pieszych (zsiadamy?) i albo jedziemy chodnikiem, albo znów jesteśmy na tym razem zakorkowanej we wczesnych godzinach rannych Zachodniej.

Co się dzieje przy Lutomierskiej? Jedni jadą jezdnią, jedni przez pasy przejścia dla pieszych (nikt tu na pewno nie przeprowadza roweru). Tu teoretycznie powinniśmy pojechać „drogą” do Drewnowskiej, przeciąć ją i jechać dalej w stronę pałacu Poznańskiego. Tylko czy ktoś mnie powstrzyma gdy mam na liczniku w tym miejscu najczęściej około 40 km/h? Jedynie radiowóz. Na szczęście bezsensownie zaprojektowana i wybudowana przez ludzi, którzy na rowerach na pewno nie jeżdżą droga kończy się przy Ogrodowej. Gdybym miał jechać tym tworem na co dzień traciłbym na tym odcinku nerwy i pieniądze na centrowanie kół. Na szczęście najczęściej jadę tamtędy nie tak jak dziś, na MTB, lecz na szosówce. A którędy? Domyślcie się.

Oj, jakoś ciężko i pechowo zbieraliśmy się do radosnego przebierania odnóżami po sąsiedniej wyspie. W myśl porzekadła: do trzech razy sztuka, bowiem po raz pierwszy wycieczka zaplanowana była na środowe przedpołudnie, na parking nie przyjechał nikt oprócz piszącego te słowa. ...

I nie myślcie, że było to takie łatwe. Nie, nie mówię o pisaniu, choć i na tym polu wyraźnie się opuściłem, albowiem ostatni wpis miał miejsce w kwietniu... ubiegłego roku! Mam na myśli jazdę na rowerze. W tym roku, jak ...

27.04.2020

Cudze chwalicie…

... i tak dalej, i tak dalej. Na początek informacja dla członków PTTK, z początkiem kwietnia zrezygnowałem z prowadzenia fili nr 1 CRW i w związku z tym wszelkie sprawy związane z weryfikacją wysokich stopni odznak kolarskich, kierujcie do Mirka ...