14.07.2017

Zamek Portchester

W naniesionej na papier plątaninie wielokolorowych dróg i autostrad o mało nie umknęła mi ikonka zamku Porchester. No dobrze, przyznam się, umknęła. Zauważyłem ją dopiero po wpisaniu w wyszukiwarkę „wujka G.” hasła: atrakcje turystyczne w Portsmouth i okolicy. Początkowo chciałem pojechać gdzie indziej, lecz na końcu strony zauważyłem wzmiankę: Zamek Portchester – zbudowany w XI i XII wieku. No, to trzeba to zobaczyć! Po wczorajszym, dość długim spacerze czas zakręcić korbą. Przed południem dosiadłem Spesia i ruszyliśmy znanymi mi początkowo ulicami Portsmouth, aż do miejsca, w którym musiałem sięgnąć do nawigacji.

 

Niestety, ta nie uwzględniła, że nad brzegiem Portsmouth Harbour będą trwały prace remontowe i asfaltową ścieżkę wzdłuż wody przetnie metalowe ogrodzenie. Było to tuż obok kompleksu sportowego, którego trawiaste boisko otaczała bieżnia, a ją z kolei coś w rodzaju welodromu. Nie, nie przypominał od choćby łódzkiego toru w helenowskim parku – był bardziej okrągły, choć jego łuki były również wyprofilowane. Dwie kobiety w niebieskich koszulkach przytwierdzały banery do band. Gdy z daleka zatoczyłem palcem krąg, skinęły głowami. Ruszyłem i w tym momencie przez bieżnię ruszyło w moim kierunku dwóch mężczyzn, dla odróżnienia w koszulkach czerwonych, machając rękoma, że nie, nie wolno. Gdy podjechałem bliżej, powiedziałem, że kobiety się zgodziły, na co oni odparli, że ich kolor koszulek jest ważniejszy i, że mogę stworzyć zagrożenie (chyba samemu sobie, bo oprócz dwóch czerwonych i dwóch niebieskich koszulek nikogo nie było). Po wykonaniu może dwóch piątych okrążenia zawróciłem. Nie, to nie.

Początkowo starałem się trzymać tras rowerowych, lecz w końcu ruszyłem jezdnią (bo asfalt równiejszy i drogowskazy większe, czytelniejsze, a starałem się jechać szybko. W końcu zjechałem w boczną ulicę, która wyprowadziła mnie do jakiegoś zakładu. Wbita w nawigację trasa rowerowa uwzględniała ścieżki, a jedna z nich, szutrowa, ledwie widoczna prowadziła wzdłuż brzegu do widocznej z daleka wieży. Tuż za łąką, nad drzewami witał mnie zamek Portchester!

Zbudowano go na miejscu dawnej, rzymskiej warowni obejmującej swym obszarem cztery hektary. Południowo wschodni narożnik zajmuje kościół otoczony cmentarzem, natomiast północno zachodni – zamek właściwy, zbudowany pod koniec XI wieku, początkowo drewniany, w późniejszym okresie rozbudowany, otoczony dodatkową fosą i murami, z donżonem i kamienną zabudową.

Pomimo swych potężnych murów w 1216 roku zamek  został oblężony i zdobyty przez Francuzów. Portchester od czasów rzymskich było prężnym portem osłanianym przez wspomnianą już wcześniejszą budowlę, której powstanie zlecił cesarz Dioklecjan w III wieku n.e. W XV wieku rozwijające się dynamicznie Portsmouth, położone o dziesięć kilometrów na południe, nad brzegiem morza spowodowało osłabienie roli Portchester a tym samym i zamku.

Od drugiej połowy XVII wieku zamieniono zamek Portchester w więzienie a w XIX wieku przebywało tu aż 7 tysięcy francuskich jeńców.

Obecnie zamek Portchester udostępniony jest zwiedzającym a dominują tu wycieczki szkolne. W obrębie murów ludzie urządzają pikniki, a niewątpliwą atrakcją jest widok na okolicę z potężnego donżona. Ja niestety nie miałem gdzie przypiąć roweru i zrezygnowałem z wejścia na wieżę.

Oj, jakoś ciężko i pechowo zbieraliśmy się do radosnego przebierania odnóżami po sąsiedniej wyspie. W myśl porzekadła: do trzech razy sztuka, bowiem po raz pierwszy wycieczka zaplanowana była na środowe przedpołudnie, na parking nie przyjechał nikt oprócz piszącego te słowa. ...

I nie myślcie, że było to takie łatwe. Nie, nie mówię o pisaniu, choć i na tym polu wyraźnie się opuściłem, albowiem ostatni wpis miał miejsce w kwietniu... ubiegłego roku! Mam na myśli jazdę na rowerze. W tym roku, jak ...

27.04.2020

Cudze chwalicie…

... i tak dalej, i tak dalej. Na początek informacja dla członków PTTK, z początkiem kwietnia zrezygnowałem z prowadzenia fili nr 1 CRW i w związku z tym wszelkie sprawy związane z weryfikacją wysokich stopni odznak kolarskich, kierujcie do Mirka ...