02.03.2014

Lubicie miód?

Właśnie, czy lubicie? Niecały miesiąc temu przyśnił mi się (naprawdę!) cykl wycieczek przedstawiających (nie mylcie z promocją) producentów żywności. Nie mam na myśli tych wielkich, których wyroby trafiają na półki super i hipermarketów, lecz tych małych produkujących na potrzeby rynków lokalnych, zdrowo i smacznie. Parę lat temu w Radoszycach (w powiecie koneckim), kiedy jeszcze jadałem mięso, pojechaliśmy do człowieka, który miał niewielką masarnię. Kupiliśmy kawałek szynki, kiełbasę i wiecie czego mi brakowało? Szynka była bardzo smaczna lecz odrobinę niedosolona. Niedosolona? Bzdura! Ona była właśnie taka, jaka powinna być! I wtedy przypomniałem sobie audycję radiową, którą słuchałem w nocy w samochodzie gdzieś w czasach gdy żyłem trochę bardziej intensywnie i trochę mniej higienicznie.

Były (zbankrutował) rzeźnik, a może ubojowiec, opowiadał w niej, że nie wytrzymał finansowo tempa zmian w przemyśle. Gdy kupił bardzo nowoczesną „betoniarkę” do masowania mięsa po to by wchłaniało więcej wody z chemią, czołowi producenci byli w stanie kupić maszyny, które potrafiły to robić z całymi półtuszami. Jego maszyna zwiększała wagę mięsa o powiedzmy 20 -30% natomiast ich prawie dwukrotnie! Stąd mięsa i wędliny, które świecą jak kałuża pod samochodem gubiącym olej, sery, o przepraszam, wyroby sero – podobne produkowane z olejów palmowych i wiele innych produktów. Stąd też różne choróbska nękające ludzi – ostatnich w łańcuchu pokarmowym, pochłaniających produkty, które za życia były faszerowane antybiotykami, hormonami i innym paskudztwem.

Tak więc by w minimalnym choć stopniu powrócić do natury, wczoraj (1 marca) ruszyliśmy na pierwszą z cyklu wycieczek. Z 19-to osobowego peletoniku wykruszyła nam się tylko jedna osoba, która troszeczkę przeceniła swoje siły i w takim właśnie składzie dotarliśmy do Mikołajewic.

W pasiece Państwa Sokołowskich dowiedzieliśmy się skąd się biorą matki, trutnie, roje, jak zbudowany jest ul, ramka, a przede wszystkim: jak pozyskuje się miód. Po prawie godzinnej dyskusji ruszyliśmy w drogę powrotną do Łodzi zaopatrzeni w słoiki „płynnego złota”.

A teraz prosty przepis na naturalny napój izotoniczny:

Litr letniej wody, dwie łyżki miodu, sok z połówki cytryny i łyżka posiekanego imbiru.

Robię wieczorem, rano przelewam do bidonów. Spróbujcie, warto!

13.09.2021

Meandry rzeki Meon

Do rzeki Meon, którą ja osobiście objechałem wielokrotnie,  zabraliśmy się od środkowego odcinka. Tym razem w  odstępie siedmiodniowym, "zaliczyliśmy" odcinek dolny i wreszcie w sobotę (11.9) górny. O środkowym pisałem już natomiast o pozostałych dwóch jeszcze nie. Już śpieszę nadrobić ...

Pogoda sprzyja odważnym, no bo jak inaczej nazwać fakt, że po starcie przez pierwsze pół godziny lało, by już na wyjeździe z Havant pojawiło się słońce. Ale od początku, wycieczka, przynajmniej dla mnie zaczęła się dzień wcześniej, w sobotę. Ja ...

Czwartek, 8:35 am. Ruszamy. Początkowe we dwóch. Kierunek? The Hard. Tam umówiliśmy się z Kacprem. Kacper przypływa do Old Portsmouth promem z Gosport. We trzech ruszamy ulicami miasta w stronę zatoki Solent. Szczerze mówiąc liczyłem, że w porcie, z którego ...