25.09.2011

Żuławy Wkoło

Sobotę z Jurkiem Sz. spędziliśmy na Żuławach, na kolejnym maratonie z cyklu „Żuławy wokoło”. Tak jak poprzednia impreza ta również była perfekcyjnie zorganizowana. Począwszy od startu, aż do samej mety większość trasy była zabezpieczona przez policję, strażaków i wolontariuszy. Bufety rozmieszczone na trasie dostarczały nam jedzenie i napoje. Gminy, które je zabezpieczały postarały się o odpowiednią oprawę (kuchnia regionalna, stroje). Jedynym cieniem na imprezie był stan dróg na długiej (170 km) trasie. Ostatnie czterdzieści kilometrów to droga przez mękę i żałuję, że dzień wcześniej założyłem szosowe koła. I właśnie ten odcinek będę pamiętał długo. Nie zabrakło oczywiście wiatru, w większości bocznego i przeszkadzającego. No cóż, Żuławy. Na trasie często mijałem domy budowane jeszcze przez Olendrów z charakterystycznymi gankami (pisałem o nich w ubiegłym roku w relacji z rajdu organizowanego przez „Szuwarka”). Szczerze mówiąc tym razem dostałem trochę w kość i przyznam się Wam, że gdy jadąc wzdłuż wiślanego wału zza zakrętu wyłoniła się kratownica tczewskiego mostu poczułem ulgę. Na szczęście w drodze powrotnej do Łodzi nie było korków, a i muzyka serwowana przez Pawła Meca („Pink Floyd”) doprowadziła nas szczęśliwie do domów. Pozostało jeszcze zawieszenie pamiątkowego medalu z imprezy na „rowerowej” ścianie.

Ciemno, jeszcze nie zapalono światła…

27.04.2020

Cudze chwalicie…

... i tak dalej, i tak dalej. Na początek informacja dla członków PTTK, z początkiem kwietnia zrezygnowałem z prowadzenia fili nr 1 CRW i w związku z tym wszelkie sprawy związane z weryfikacją wysokich stopni odznak kolarskich, kierujcie do Mirka ...

Koło wróciło na należne mu miejsce po dwóch dniach. Bo jak powszechnie wiadomo, jedno koło to stanowczo za mało do radosnego przemieszczania się za pomocą przyrządu opartego najczęściej na trójkątnej konstrukcji, z bardziej lub mniej skomplikowanego metalu, niemetalu, bambusa, karbonu ...

Pan Rower był chory i zawisł na ścianie, pytam Go czule - co Ci jest kochanie. - Oj, szprycha mi pękła na angielskiej ziemi. Wiem nie masz pieniędzy, chyba wyjedziemy? - Mój drogi Rowerku, może nam pomogą, pracować nie mam ...