12.04.2016

Karta rowerowa dla wszystkich?

Uff! Piszę o tym dzisiaj bo po pierwsze, czekałem aż ubiegłotygodniowy pomysł opisywany szeroko w mediach wszelakich przycichnie, a po drugie – nie miałem czasu by usiąść właśnie nad tym tematem. A było to tak: w ubiegłą środę zadzwoniła do mnie dziennikarka z Dziennika Łódzkiego, Matylda Witkowska, pytając co sądzę o wprowadzeniu obowiązkowych kart rowerowych. Powiem szczerze, że nawet nie wiedziałem o takim pomyśle. Kolejny dokument w portfelu jest mi absolutnie nie potrzebny ale… . No właśnie ale – ludzie powinni znać przepisy. Wiedzieć co im wolno a co nie. Być może przy zakupie nowego roweru, do karty gwarancyjnej i instrukcji obsługi, która czasem tłumaczy, że rower służy do jeżdżenia na nim powinna być dostarczana instrukcja poruszania się na nim w ruchu ulicznym?

20160408_104014Bo powszechnie wiadomo, że prawo jazdy uprawniające do poruszania się pojazdami wcale nie oznacza, że kierowca szkolony na idiotycznych placach manewrowych po to, by nauczył się ładnie parkować wcale nie świadczy o tym, iż jego właściciel umie prowadzić świadomie i ze zrozumieniem. Prawda?

Przykłady? Ależ proszę! I od razu zaznaczam, że ja wcale nie jestem święty (szczególnie ja) i chyba wyssana z mlekiem matki polska skłonność do kawaleryjskiej fantazji i łamania przepisów nie jest mi obca. Zacznijmy od tych najwolniejszych – pieszych. Wczoraj przez przypadek (bo zadzwonił) zauważyłem jak wydzieloną drogą rowerową idzie matka ciągnąca swą (tak na oko) trzyletnią córkę. Dzwonił kolega jadący wraz z żoną (Agnieszka, Marek – pozdrawiam!) prawidłowo w kierunku domu. Obok jest chodnik ale nie, kobieta lazła drogą do końca, czyli do wydeptanego skrótu przez trawnik. Robiła to świadomie? Tak nauczyła ją jej matka i tak ona uczy swoją córkę – ten rowerek na asfalcie to pic, tędy bliżej, gdy dorośniesz też będziesz tędy chodziła bo rowerzystów mamy w dupie.

Rowerzyści? Też nie jesteśmy święci, a dwa główne nasze grzechy to jazda po chodniku i przejeżdżanie po przejściach (ja czasem siadam na ramie i dreptczę nogami po pasach). Jazdę po chodniku niektórzy opanowali do granic absurdu. Mieszkam przy spokojnej, mało ruchliwej ulicy z dość dobrą nawierzchnią. Czasem widzę przez okno jak po połamanym chodniku zasuwa jakiś „kolarz”. Być może kiedyś nadzieje się na otwieraną na zewnątrz furkę, być może kiedyś kogoś potrąci a może być i tak, że wk…y pieszy strąci go na jezdnię pod nadjeżdżające auto?

A przejazd przez przejście? Godzinę temu zza narożnika wymknęła wprost na mnie dziewczyna i skierowała się wprost na pasy. Miała zielone ale gdyby światła były wyłączone a kierowca jadący podporządkowaną ulicą patrzył czy ma wolną jezdnię. Pamiętajmy! To, że przejście jest dla pieszych zakodowane jest w naszej (kierowców) podświadomości. Widzimy pieszego i wiemy w jakim czasie on do niego dojdzie. To tak jak z traktorami. Widzimy go na drodze i wiemy, że (teoretycznie) jedzie max. 30 km/h a nie sto!

No i najbardziej grzeszni czyli kierowcy. Ile razy musieliście (rowerzyści) hamować przed wymuszającym na was pierwszeństwo samochodem? Ja ostatnio wczoraj i to prowadząca duże volvo kobieta jechała z naprzeciw, widziała mnie a mimo to skręciła. A ilu z was nie zdążyło wyhamować?

20160411_184158To zdjęcie zrobiłem w innym celu, ale zamieszczam po to by pokazać, że to nie rowery będą zagrożeniem. A co myślicie o parkujących samochodach? Tam w tle widać taki żółty, który kręcił się po chwili na trawniku usiłując zaparkować.

Na zakończenie powiem wam, że wszyscy piesi, rowerzyści, kierowcy powinniśmy nosić przed oczami (a może na czole?) zielony listek. A prędzej mi włosy na głowie odrosną niż pozbędziemy się polskich cech narodowych (przynajmniej na drogach). I jeszcze jedno zdanie: kiedyś jadę z kolegą do Berlina. Samochodem. W pewnym momencie kolega uchyla szybę i wyrzuca peta – o kurwa – zreflektował się po sekundzie – przecież to już Niemcy! Wyszły trzy zdania. Sorry!

  • Dokładnie to samo mi chodzi po głowie. Każdy ma coś za uszami. Tyle, że to samochód ma największe możliwości zabicia i poranienia kogoś, z racji masy i prędkości.

    Odnośnie przepisów ministerstwa, przydałaby się jeszcze karta pieszego. Ile razy widziałem ludzi wybiegających zza autobusu, który stał na przystanku. Ile razy widziałem ludzi przebiegających przez Włókniarzy czy Pabianicką, którzy nie mogli poczekać kilku sekund, aż przejadą wszystkie samochody. O chodzeniu DDR-kami (bo asfaltowe, a asfaltem szybciej), łażeniu przez przejazdy rowerowe (bo po czerwonym szybciej) i (najgorsze) łażeniu z psem w taki sposób, że smycz jest przeciągnięta w poprzek rowerówki (nie powiem co bym wsadził jednemu facetowi, gdy kiedyś prawie tak się nadziałem na smycz) już nie wspominam.

    To nie rowerzyści powodują największą liczbę wypadków (ilościowo i procentowo). To nie my jesteśmy zagrożeniem. Trzeba poprawiać infrastrukturę, organizować nieobowiązkowe szkolenia (o których powinno być głośno w całej Polsce), a nie wprowadzać niepotrzebny dokument, który wprowadzić najłatwiej, ale to tylko pudrowanie tego co jest.

  • Rafał Grabarczyk

    Szczęść Rower!

    Tak samo jak Was zaskoczyła mnie ta wiadomość, którą podały media. Mam podobne zdanie jak Wy. Jednakże, widzę również pozytywne aspekty tego pomysłu.
    Konieczność przyswojenia wiedzy i jej rozliczanie przez służby porządkowe.
    Niestety forma wykonania pomysłu pana ministra może być delikatnie mówiąc słaba. Papier – dokument nie nauczy uczestników ruchu myślenia. Dlatego uważam, że szkolenia z PoRD są jak najbardziej potrzebne. Natomiast sam dokument niczego nie zmieni. Takie szkolenia powinny być marchewką natomiast częste kontrole rowerzystów, bezwzględne rozliczanie ich zachowań na drodze mogą przynieść oczekiwane rezultaty. Podsumowując – więcej szkoleń, mniej biurokracji.

    Jest jeszcze jedna sytuacja która mnie zdziwiła, że zadzwoniła do Piotra dziennikarka o poglądach typowo „profenomenalnych” pytając o zdanie turystę rowerowego. Znając środowisko typowo miejskich rowerzystów i ich niechęć do inicjatyw innych rowerzystów.

    Niech noga podaje!

    Rafał.

  • Radek Mazowiecki

    A ja nie jestem pewien czy to jest zły pomysł, mój młody (11 lat) zdaje w szkole na kartę rowerową, jeździ sporo Ze mną na rowerku, ale to ja uważam na niego , a nie on na przepisy. Nie znam statystyk, ale patrząc na to co się dzieje uważam że to rowerzyści są największym zagrożeniem w ruchu drogowym.
    Jak widzę co wyprawiają odpicowane Panie na miejskich rowerkach, to ręce mi opadają. Może to jest brak wyobraźni, a może nieznajomość ruchu drogowego, a może nie mają prawa jazdy i nie wiedzą jak to wygląda od strony kabiny, nie wiem. Jedno wiem na pewno, jeśli każdy dzieciak w podstawówce będzie miał zajęcia z ruchu drogowego, i zachowania na drodze, i będzie musiał pokazać praktyczne umiejętności jazdy na rowerze. to nikt na tym nie straci, a zyski mogą być ogromne.

    • Radek, ja też zdawałem i było to chyba jak miałem 10 lat. I jaka to była satysfakcja z posiadania oprócz legitymacji szkolnej dodatkowego dokumentu. Tymczasowy dowód osobisty (czerwony był chyba od 13 albo 15 lat)

  • oj to włożyłeś kij w mrowisko 😉

    czy najbardziej grzeszni kierowcy? nie, nie wg mnie, mają uważać na wszystkich na drodze, jeździć z prędkością max 30km/h, narażać się na największe straty zdrowotne, moralne i finansowe bo… np jakiś rowerzysta, pewny swoich praw pędzi ścieżką, przejeżdżając przez skrzyżowanie nie rozgląda się na boki i ma pretensje, że ktoś go nie zauważył.
    Kierowca na tylnym siedzeniu może wieźć rodzącą żonę (lub kochankę), w myślach ma jutrzejszą rozprawę sądową, właśnie odebrał auto od mechanika i nie starczy teraz do kolejnej wypłaty…. oczy dookoła głowy, myśli tysiąc… Z boku wyjechał cyklista

    zastanówmy się wszyscy chwilkę i podziękujmy ręką kierowcy, który ładnie nam ustąpił (co sam zawsze czynię)

    a karty rowerowe? wątpię czy będą

    • Paweł, zarówno ty jak i ja widząc zza kierownicy dachy innych samochodów widzimy tych grzeszków więcej 🙂

To, że dziś pojadę ponownie na wyspę Hayling wcale nie było do końca takie pewne. Zadecydował o tym, jak to często w życiu bywa, ciąg przypadkowych zdarzeń: zapomniałem nazwy wyspy podczas kręcenia filmiku, dwa razy widziałem ją kiedy skręcałem z ...

Tangmere wielu Polakom kojarzy się przede wszystkim z pokaźnymi szklarniami, w których pracowali, pracują lub będą pracować. Lecz w Tangmere była w latach 1918 - 70 baza lotnictwa wojskowego. Zadecydował o tym, jak często bywa przypadek. W listopadzie 1916 roku, ...

Już od kilkunastu dni, żółte tablice informowały kierowców, że w niedzielę 10 września od poranka do południa zamknięte dla ruchu będą niektóre ulice i nadmorska promenada w Portsmouth. Powód? Triathlon, który właśnie dziś przy jednocyfrowej temperaturze rozgrywany był w morzu, ...