Nasz profil na Facebook.com - polub nas

Najnowsze wpisy archiwum wpisów »

Uzupełnianie zapasów (miodu)

Data dodania: 08.08.2016

W szaleństwie końca lipca i początku sierpnia, w zalewającym mnie pocztowym spamie od gorącej Laury i namiętnej Pameli, które chcą mi pokazać niemal wszystko, setkach Kowalskich, Brown’ów, Nowaków chcących sprzedać mi patent na stanie się bogatym dzięki fantastycznym opcjom binarnym i środkom na potencję lub powiększenie, gdzieś między brązem Majki a szóstym miejscem Kasi Niewiadomej znalazłem chwilkę czasu na niedzielną przejażdżkę do pasieki. Nie robiłem „wydarzenia” na portalu, wiecie którym a jedynie pod koniec ubiegłotygodniowej wycieczki wspomniałem, że jadę i że jeżeli ktoś, coś gdzieś – to zapraszam. No i napisałem ze dwa zdania w poprzednim poście. To wszystko.

czytaj dalej - Uzupełnianie zapasów (miodu)

Kina, których już nie ma

Data dodania: 31.07.2016
Kategoria: Nasze podwórko

To była trzecia i ostatnia część wycieczek śladami znikających kin. Mam tu na myśli kina tradycyjne, które nie były w stanie się oprzeć multipleksom z colą i popcornem, i z reklamami przed filmem ciągnącymi się w nieskończoność. Ot, choćby dzisiejszy przykład: zaczęliśmy w Parku Sienkiewicza, po to, by zajrzeć na początku do „Tatr”, w których właściciel miał nam pokazać kino niejako od „kuchni” tuż po seansie. Chętnych na film nie było, właściciel pojechał do domu, a my obejrzeliśmy budynek z zewnątrz i ruszyliśmy dalej, do „Wisły” i „Gdyni” (ta druga, wybudowana w 1908 roku była pierwszym obiektem zaprojektowanym od podstaw na potrzeby kina). Na Piotrkowskiej, pod numerem 120 zatrzymaliśmy się na moment, bowiem tu po raz pierwszy w Łodzi odbyła się projekcja filmowa zorganizowana przez braci Krzemińskich w 1899 roku.

czytaj dalej - Kina, których już nie ma

Architektura i rzeźba

Data dodania: 25.07.2016
Kategoria: Nasze podwórko

Wczorajsza, upalna wycieczka niedzielna (24.07), była kolejną, na której mogliśmy gościć Andrzeja Jocza, rzeźbiarza i wykładowcę. Tym razem, startując z Parku Poniatowskiego (amfiteatr) zapoznaliśmy się z bryłą kościoła przy ulicy Łąkowej i modernistycznym gmachem szpitala WAM, który mimo upływu lat (79) do dziś zachwyca swą prostotą i funkcjonalnością. Ale to nie koniec. Blisko trzydziestoosobowy peleton popedałował w stronę Karolewa i Retkini. Po drodze nie sposób ominąć budynku dawnej stacji Łódź Karolew, wybudowanej w 1902 równolegle z dworcem Łódź Kaliska. Lata świetności stacja w „carskim stylu” przeżyła przed I Wojną Światową, a schyłek jej działalności przypada na lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku.

czytaj dalej - Architektura i rzeźba

Kolarskie buty – naprawa

Data dodania: 19.07.2016
Kategoria: Nasze podwórko

Szewców u nas już wielu nie zostało bowiem przy masówce nie opłaca się (podobno) specjalnie naprawiać. Ja miałem już dwa razy problem z moim stadkiem kolarskich butów (5 par + sandały SPD). Szczerze mówiąc to chyba żadne z moich cywilnych butów nie kosztowały tyle co jedna para tych na rower. Najczęstszym problemem jest rozchodzenie się siateczki na zgięciach palców. Postanowiłem oddać je do szewca, a właściwie do Pani Szewc, która poratowała mi jedną parę specialized’ów a później zrobiła podobny zabieg z poczciwymi shimano.

czytaj dalej - Kolarskie buty – naprawa

Curry moje…

Data dodania: 19.07.2016

Lubicie curry? Ja tak. Najlepiej by było uprażyć wszystkie przyprawy samemu, ale kiedyś trafiłem w sklepie fajną pastę curry. Do tego dodałem gotowej mieszanki z „papierka”. Pod koniec tygodnia pisałem Wam o łodydze z kalafiora, która stanowi blisko 1/3 kupowanego kwiatu. Jak pamiętacie posiekałem „resztki” i zostawiłem na durszlaku. Co było dalej? Otóż do duszącej się cebulki dorzuciłem tak oprawione, kalafiorowe łodygi, pokrojone na ćwiartki młode ziemniaki w łupinkach, trzy ząbki czosnku. Po lekkim posoleniu przykryłem warzywa pokrywką i… zapomniałem na kilkanaście minut.

czytaj dalej - Curry moje…

Jazda indywidualna nie na czas

Data dodania: 18.07.2016
Kategoria: Polska

Bo w ogóle miało być całkiem inaczej. W nocy, z czwartku na piątek miałem ruszyć nad Bałtyk drogi (dosłownie i w przenośni). Tak na raz. Tylko by zamoczyć paluchy w pewnie zimnej wodzie, utaplać się w piachu, przespać gdzieś na nadmorskiej plaży i wrócić pociągiem do domu. Spakowałem mój namiocik – mumię, śpiwór, założyłem Spesiowi reflektor do jazdy przez parę godzin do świtu i… przed północą obudził mnie deszcz grający w rynnie, wystukujący rytm na parapecie. Ruszyć z domu w deszczu? Jak miałem -dzieści pewnie bym tak zrobił, ale -siąt? Nie muszę nikomu udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Przewróciłem się na drugi bok.

czytaj dalej - Jazda indywidualna nie na czas
Zapraszam do zakupu moich książek! Wejdź na: Sklepik rowerologii
Hello. Add your message here.