20.08.2017

Czy można dobrze i zdrowo zjeść w Anglii?

Na pytanie, czy można dobrze i zdrowo zjeść w Anglii, dziś, po ponad miesięcznym pobycie odpowiem, że tak. Tylko trzeba odpowiednich miejsc poszukać, a to wiąże się długotrwałym dreptaniem ulicami, zaułkami i trzeba to robić „z buta”. Zaraz Wam, umiłowani w Rowerach napiszę dlaczego. Na początek, mój ulubiony, kolarski napój i jeżeli mnie znacie, to nie mam na myśli złocistego trunku, wprowadzającego w błogi nastrój, lecz  tak prozaiczną rzecz jak kawa. Pierwsza, na przebudzenie i ostatnia, na dobranoc przyrządzana jest oczywiście w kafeterce. A wiecie ile czasu zajęło mi znalezienie miejsca, w którym podają prawdziwe espresso?

To wie tylko mój krokomierz w telefonie. Często, wręcz nagminnie na słowo espresso, pseudo – barista chwytał dużą filiżankę i dopiero moja gwałtowna reakcja z pokazywaniem na dwóch palcach o jaką ilość kawy naprawdę mi chodzi wydłużała jego minę a wzrok przypominał, że kilka klawiszy na automacie ekspresu przerasta jego wiedzę. Jeżeli już się udało sprowadzić ilość płynu do poziomu małej filiżanki, często była ona napełniona po brzegi, bo jak to wypada podać pół setki kawy?

Wreszcie udało się i na szczęście o pięć minut od domu znaleźć kawiarnię, w której mogę się bez obaw napić czarnej rozkoszy z mieszanki dobrych ziaren, uprawianych w myśl zasady fair trade.

Podobnie było z jedzeniem „na mieście”. Kiedyś prosząc o coś wegetariańskiego kelnerka wskazała mi danie, gdzie jak byk było napisane „ham”. Może chciała mi w ten sposób powiedzieć co o mnie myśli, może nie znała angielskiego (choć po ilości tatuaży, doszedłem do wniosku, że musi być rodowitą Angielką), dopiero moje stwierdzenie, że ham to nie ja, lecz szynka, przeprosiła i przyniosła mi porcję bezsmakowej brei pod roboczym tytułem hainz been, z pieczonymi ziemniakami.

Po wielu próbach znalazłem na plaży bar z kuchnią hinduską, gdzie mogę się żywić smacznie, w miarę naturalnie i zdrowo. A za przykładowy: falafel wrap, płacę tyle co za pół godziny pracy i jestem najedzony „po korek”

A z czego gotować? No najciemniej jest pod latarnią. Z Polski została mi jeszcze… włoska polenta i resztka oliwy. Kupuję najczęściej w markecie. Czasami produkty, które produkowane są w moim zakładzie pracy. i dopiero dwa dni temu, przez przypadek przechodziłem obok narożnego sklepiku, który mijałem wielokrotnie jadąc rowerem czy samochodem. Otóż jest to prawdziwy „warzywniak” z produktami na wagę, gdzie najpierw mogę dotknąć, powąchać a potem kupić. Jabłko ze sklepiku było tak dobre, soczyste i pachnące, że zżarłem je w drodze do domu.

I wcale nie przeszkadza mi, że wystrój odbiega od współczesnych norm, że jest czysto inaczej. Jest smacznie, a produkty pochodzą z  malutkich farm. No dobrze, idę udusić cukinię z cebulką do ryżu. Coś muszę wziąć przecież na noc do pracy. Prawda?

_______

Do listy miejsc, które warto odwiedzić dopisuję dziś herbaciarnię, lodziarnię i ciastkarnię otwartą sądząc po napisie na szyldzie w tym roku. Herbaty jeszcze nie piłem, ale zawsze gdy jest otwarta (niestety tylko 10.00 – 16.00 ale codziennie) wpadam do niej na wielką gałkę lodów. Wszystkie ciasta są tu domowej roboty i panuje tu miła, rodzinna atmosfera. Polecam.

27.04.2020

Cudze chwalicie…

... i tak dalej, i tak dalej. Na początek informacja dla członków PTTK, z początkiem kwietnia zrezygnowałem z prowadzenia fili nr 1 CRW i w związku z tym wszelkie sprawy związane z weryfikacją wysokich stopni odznak kolarskich, kierujcie do Mirka ...

Koło wróciło na należne mu miejsce po dwóch dniach. Bo jak powszechnie wiadomo, jedno koło to stanowczo za mało do radosnego przemieszczania się za pomocą przyrządu opartego najczęściej na trójkątnej konstrukcji, z bardziej lub mniej skomplikowanego metalu, niemetalu, bambusa, karbonu ...

Pan Rower był chory i zawisł na ścianie, pytam Go czule - co Ci jest kochanie. - Oj, szprycha mi pękła na angielskiej ziemi. Wiem nie masz pieniędzy, chyba wyjedziemy? - Mój drogi Rowerku, może nam pomogą, pracować nie mam ...