18.03.2020

Pedałuję po długiej przerwie… czyli garść wieści z wyspy przy wyspie.

Umiłowani w rowerach, może na siodełku nie siedziałem krócej niż nie pisałem na stronie ale przerwa była wielka. Za wielka. I w sumie do końca nie wiem czym spowodowana. Zawsze można było znaleźć wymówkę by nie jechać. Życie. I może właśnie teraz, w obliczu koronawirusa, postanowiłem, że nieco popedałuję. Dlaczego z wyspy przy wyspie? Dlatego, że mieszkam tu od trzech lat, trzysta metrów od plaży, z której mam widok na płynące na wyspy wielkie, czterystumetrowe kontenerowce z dobrem wszelakim. Część z ich ładunku, czasem dziwnego zostaje w niedalekim Southampton, część płynie dalej, uzupełniona o ładunek z Anglii.

Czytałem  dopiero co, że Ziemia z zastopowaną gospodarką połowy świata odetchnęła z ulgą, że Chińczycy, po wielu latach zobaczyli jak wygląda błękit nieba. Pisałem o dziwnej zawartości kontenerów, no bo czy nie jest dziwne, że ktoś, gdzieś, zapewne w Azji wyprodukował folię, w którą na Sri Lance zapakowano zmielone łupiny kokosowe zmieszane z torfem, po to, by przypłynęły na wyspy i stanowiły podkład pod uprawianą tu paprykę czy pomidory, tak aby bogate społeczeństwo wyspy miało warzywa o smaku plastiku na okrągło, przez cały rok. Oczywiście są one opakowane kolejnymi warstwami folii.

Gdy wczoraj rano odwiedziłem Tesco (w lokalnym sklepiku nie ma jeszcze tutejszych pomidorów), z przerażeniem stwierdziłem, że nie ma papieru toaletowego (mam jeszcze dwie rolki), kawy w ziarnach (udało mi się z najwyższej półki zdjąć zapomnianą paczuszkę), mąki (chleb piekę sam – woda, zakwas, sól) i o zgrozo przecierów pomidorowych wszelakich! I jak tu zrobić sos pomidorowy do spaghetti? Samotny jeden kartonik wylądował w moim koszyku. Został na półce, bo miał nadruk „organic” i kosztował dwa razy tyle co normalny!

A teraz słów kilka o pedałowaniu. Rowerek wymagał… odkurzenia! Wisi biedactwo nad grzejnikiem i przyciąga kurz. Siedzę przy biurku obok niego i mogę go czasem pogłaskać pieszczotliwie po oponkach. Wsiadłem i pojechałem. Na promenadzie, jak zwykle przy ładnej pogodzie, masę spacerowiczów, wzdłuż ulicy, zaparkowanych kilkanaście kamperów. Odpływ, więc woda o co najmniej dwa metry niżej niż przy przypływie. Wbrew ubiegłorocznym zapowiedziom prom między Portsea (moja wyspa) a Hayling Island kursuje chyba normalnie (stał przy przystani). Pedałuję dalej, uf, tym razem pod wiatr. Na Albert Road, swoistym kręgosłupie tej części miasta, ruch właściwie normalny, dalej, w centrum handlowym Southsea, podobnie. Z daleka widzę, zmontowany po zimowej konserwacji „diabelski młyn” stojący tuż przy brzegu. Na Isle of Wight z hałasem rusza w dziesięciominutowy rejs (lot?) poduszkowiec.

Zatrzymuję się na chwilę przy zamku. Henrykowska twierdza stojąca przy samym brzegu wyspy od wieków groźnie wpatruje się na wpływające do Portsmouth statki. Tu przypływają kontenerowce – chłodnie, niewielkie dwustumetrowe. A cieśniny Solent, tej prowadzącej bezpośrednio do Southampton  pilnują morskie forty pamiętające czasy Napoleona. Stąd do domu zostało niewiele, może kilometr?

13.09.2021

Meandry rzeki Meon

Do rzeki Meon, którą ja osobiście objechałem wielokrotnie,  zabraliśmy się od środkowego odcinka. Tym razem w  odstępie siedmiodniowym, "zaliczyliśmy" odcinek dolny i wreszcie w sobotę (11.9) górny. O środkowym pisałem już natomiast o pozostałych dwóch jeszcze nie. Już śpieszę nadrobić ...

Pogoda sprzyja odważnym, no bo jak inaczej nazwać fakt, że po starcie przez pierwsze pół godziny lało, by już na wyjeździe z Havant pojawiło się słońce. Ale od początku, wycieczka, przynajmniej dla mnie zaczęła się dzień wcześniej, w sobotę. Ja ...

Czwartek, 8:35 am. Ruszamy. Początkowe we dwóch. Kierunek? The Hard. Tam umówiliśmy się z Kacprem. Kacper przypływa do Old Portsmouth promem z Gosport. We trzech ruszamy ulicami miasta w stronę zatoki Solent. Szczerze mówiąc liczyłem, że w porcie, z którego ...